Nasi niezwykli pacjenci
Jubileuszowy konkurs rozstrzygnięty
I stało się! Znamy już zwycięzców konkursu „5 wycieczek na 5. urodziny”. Jury miało niezwykle twardy orzech do zgryzienia, żeby wybrać najciekawsze...
Jesienne przeziębienia
Ze statystyk wynika, że corocznie w okresie jesiennym co czwarty Polak łapie przeziębienie
Rada Redakcyjna
Dobry magazyn powinien być współtworzony przez czytelników. W listopadzie zaprosiliśmy Was do Rady Redakcyjnej. Zgłosiło się wielu chętnych –...
Moja Pani
Próg apteki codziennie przekraczają dziesiątki pacjentów, a wraz z nimi przychodzą do nas ich historie. Wywołują w nas całą paletę uczuć – czasem smutek, innym razem niedowierzanie, współczucie, ale jakże często uśmiech. To właśnie jeden z najcenniejszych aspektów naszej pracy – możliwość poznania nie tylko historii choroby, wydedukowanej na podstawie recepty trzymanej w dłoni, ale przede wszystkim człowieka, który się za nią kryje. Zostajemy obdarowani jednym z najbardziej trudnych do zdobycia uczuć – zaufaniem. Dla niektórych pacjentów pozostajemy „ich” panią czy panem magistrem. Wybierają nas sobie kierowani bliżej niedefiniowalnymi odczuciami, które później wiodą ich ku określonemu okienku…
„Moją Panią” została Pani Stanisława – starsza, dystyngowana dama, władająca przepiękną polszczyzną, która ujęła mnie swą niebywałą pogodą ducha. Pomimo słusznego wieku – jak mawia – „siódmej młodości”, wskazującej na magiczną cyfrę dekady życia, jej oczy promienieją radością. Pomimo licznych dolegliwości, które ją trapią, nigdy z ust Pani Stanisławy nie usłyszałam ani jednego słowa skargi, nie widziałam ani jednej chmury przesłaniającej jej słoneczne oczy. Zawsze powtarza, że musi cieszyć się z tego, co ma tu i teraz, i z życia, które jeszcze ma przed sobą. Dookoła jest zbyt wiele krzywd i narzekań, żeby ona miała jeszcze dokładać do tego swoje. Mam do niej wielką słabość i darzę ją niebywałą sympatią. Pani Stanisława przypomina mi kogoś bardzo dla mnie ważnego, kogoś, kogo już dziś nie ma… – moją „przyszywaną” babcię. Była to pani, u której jeszcze w studenckich czasach mieszkała moja mama. Mówię i zawsze mówiłam o Pani Radlińskiej „przyszywana babcia”, bo przywłaszczyłam ją sobie i miałam ten zaszczyt, że i ona otoczyła mnie swoimi ochronnymi skrzydłami.
Kiedy Pani Stanisława wchodzi do apteki, zawsze przed oczyma staje mi obraz Pani Radlińskiej, z której oczu niegdyś świeciło to samo słońce…
mgr farmacji Kamila Kulbaka Wrocław
Nie bardzo umiem z nią być
Kalina w swoim liście ładnie napisała o tym, co jest ważne w naszym zawodzie, o byciu blisko naszych pacjentów. Ta bliskość wnosi sporo radości w naszą pracę, a mimo to bywa tak, że nam ona jakoś umyka. Razem z tą myślą wróciło do mnie wspomnienie pewnej pacjentki.
Przyszła do mnie mniej więcej rok temu. Była sobota, w aptece świeciło pustkami – potencjalni klienci pouciekali do domów, nad wodę, gdziekolwiek, byle z dala od miejskiego, męczącego upału. A Jej temperatura jakby nie dotyczyła.
Ubrała się w długi, solidny, haftowany płaszcz – krzyżówkę sarmackiego kontusza z indyjskim sari:). Jej myśli, jej sposób mówienia, chaotyczny, niepoukładany i – podobnie jak strój – w żaden sposób nieprzystający do rzeczywistości, otworzyły w mojej głowie odpowiednią szufladkę.
Kupiła jakieś leki i umościła się na kanapie, najwyraźniej nie wykazując chęci, aby opuścić aptekę. Zapytana, czy na kogoś czeka, zaczęła mówić o swoim lęku – boi się tak po prostu wyjść na ulicę i pójść do domu. Próbowałam jej doradzić: że z lękiem to może warto byłoby udać się do psychiatry, że są leki, które mogłyby jej pomóc. Nic z tego. Lekarzy też się boi, psychiatrów szczególnie.
Powoli bezradnieję (wiem, nie ma takiego słowa:)). I tak siedzę w aptece ze staruszką przepełnioną lękiem, goniącą za swoimi urojeniowymi myślami. Nie bardzo umiem z nią być. A Ona znalazła swoją bezpieczną przystań i walczy o moją uwagę. Mówi, pyta, odciąga mnie od faktury, w którą próbuję uciec. Słucham, ale dość biernie, odpowiadam z wyuczoną uprzejmością.
W końcu do apteki wchodzi młoda dziewczyna, stała klientka. Rozpoznaje staruszkę. Ciepło ją wita. Pyta z rozbawioną życzliwością, czy nadal ma takie powodzenie u panów, bo przecież ciągle jest taka śliczna. Obie promienieją jakąś taką pozytywną energią. A ja zaczynam rozumieć, że Ona wcale nie musi być „normalna”, żeby zasłużyć na moją prawdziwą uwagę. Może nie mogę nic dla niej zrobić, ale wystarczy, że z nią pobędę, a jej uśmiech, szczery, radosny, naiwny jak u dziecka, to chyba najfajniejsza rzecz, jaką mogę obudzić w niej i podarować sobie.
dr n. farm. Natasza Staniak Rzeszów
"Farmacja i Ja", październik 2010
- Ostatnio dodane
- Najczęściej czytane
-
Leczenie farmakologiczne i alternatywne ChAD
Wymagana terapia farmakologiczna ChAD to wieloletni, a nawet dożywotni proces leczniczy. Przyjmowanie leków jest... - Poradnik do diety bezglutenowej
- Blaski i cienie sztucznego opalania
- A gdyby tak bez mięsa?
- Niebezpieczeństwa półpaśca
-
Badanie czytelności ulotek farmaceutycznych
Resort zdrowia określił zasady, na podstawie których będzie można zbadać, czy treść informacji dołączonych do... - Nowa metoda operacji kręgosłupa w Toruniu
- Pseudoefedryna – skuteczna, gdy używana z rozwagą
- Katar „zatokowy” czy zapalenie zatok przynosowych?
- Termometry. Które są najlepsze dla dzieci?
- Praca
- Awanse
- Ogłoszenia
-
Awanse farmaceutów
Wiesz o jakimś awansie, podziel się z nami tą informacją i napisz do nas.
-
Apteka zatrudni technika i magistra farmacji
Apteka w Janowie Lubelskim i w Nałęczowie zatrudni magistra farmacji oraz technika farmaceutycznego.CV prosimy... - Apteka w Łęczycach zatrudni Technika Farmacji
- Apteka w Katowicach zatrudni Technika Farmacji, Magistra Farmacji
Chcesz zamieścić ogłoszenie - napisz do nas.




