Atomowa bomba finansowa
Fazy życia firmy
Mniej niż połowa małych i średnich firm w Polsce może pochwalić się dłuższym niż pięcioletnim stażem na rynku. Choć dane nie odbiegają od tych...
Naświetlanie w Skandynawii
Czy wiesz, że w krajach skandynawskich w okresie zimowym jest zalecane korzystanie z solariów? Ma to zapobiegać objawom depresji wynikających z braku światła dziennego.
Zawsze jest czas zmiany
Początek nowego roku za nami. Zdążyliśmy już zweryfikować postanowienia o rzucaniu palenia i codziennej gimnastyce... Na zmiany jednak nigdy nie...
Na lekcjach przysposobienia obronnego uczono nas, jak się zachować podczas wybuchu bomby atomowej. W tym roku na świecie też mieliśmy do czynienia z wybuchem bomby, tyle że finansowej. Ogrom zniszczeń i fala uderzeniowa dotknęła wszystkie cywilizowane kraje.
Analitycy, specjaliści, ekonomiści, doradcy finansowi mają to do siebie, że ich opinie często odbiegają od rzeczywistości. W jednym tylko się nie mylą: niepokój w finansach, jakiego jesteśmy świadkami, zdarza się raz na 50 lat. Gdybyśmy rok temu twierdzili, że upadnie istniejący od 140 lat bank inwestycyjny Lehman Brothers lub że zostanie znacjonalizowana grupa ubezpieczeniowa AIG, słuchacze co najwyżej popukaliby się w czoło.
Skutki krachu odczuwają i odczują wszyscy, bez względu na skalę swoich oszczędności. Nawet jeśli właściciel apteki lub jego pracownicy trzymali dotychczas oszczędności na bezpiecznych lokatach, to i tak muszą się spodziewać spowolnienia rozwoju gospodarczego, który bezpośrednio przełoży się na ilość gotówki w portfelu. A im tej jest mniej, tym oszczędniej jest ona wydawana. Również w aptekach.
Nikt nie chce złotego
Największym problemem wielu właścicieli aptek są kredyty – inwestycyjne, obrotowe lub nawet hipoteczne. Kredyt sam w sobie jest uciążliwy, gdyż odbiera część wypracowanego zysku. Ale prawdziwy kłopot pojawia się, gdy był zaciągany np. w szwajcarskim franku albo euro przy kursach sprzed półtora roku (silny złoty). Gdy w połowie października złotówka padła ofiarą kłopotów finansowych Węgier (Polska i Węgry są postrzegane jako jeden region), inwestorzy zaczęli panikować. Do tego dołożyło się wycofywanie się kapitału amerykańskiego i – w konsekwencji – silny wzrost kursu dolara.
Słabnąca złotówka zwiększa raty kredytu przeliczanego np. z euro lub dolara. Nie dotyczy to na szczęście kredytów inwestycyjnych branych w złotych. Ci, którzy zdecydowali się na kredyty walutowe, pocieszyć się mogą faktem, że tendencja silnych spadków złotego została już wyhamowana i nie należy się spodziewać kolejnej tak ogromnej deprecjacji. Nie zmienia to faktu, że szanse na powrót mocnej złotówki są raczej mizerne – czasy dolara za 2 zł raczej już minęły, zatem jeśli ktoś wówczas wziął kredyt walutowy, musi dodać do niego nawet 30% jego wartości.
„Fundusze syberyjskie”, czyli strata gwarantowana
Zapewne znają Państwo reklamę jednej z sieci komórkowych, która zachwala taryfy syberyjskie, gwarantujące coraz niższe stawki… Reklama ta pasowałaby doskonale do funduszy inwestycyjnych, które zamiast reklamowanych jeszcze niecałe dwa lata temu 140% zysku, teraz mogą się poszczycić stratami około 50% (dotyczy to funduszy agresywnych, czyli akcyjnych). Giełda, na której TFI kupowały akcje, spadła w ciągu ostatniego roku do poziomu z początku 2005 r.!
Co więc zrobić, jeśli zostaliśmy z jednostkami TFI? Odpowiedź nie jest łatwa – wszak nie wiadomo, jak będzie wyglądał świat, gdy opadnie pył finansowej bomby atomowej. Warto jednak zadać sobie pytanie: czy pieniądze, które zamroziliśmy w TFI (a z zainwestowanych 10 tys. mamy tam teraz ok. 5 tys.) są nam potrzebne. Jeśli nie, lub nie mamy pomysłu na inwestycję, która wyrównałaby nam straty, to należy się zastosować do sprawdzonych zasad z rynku kapitałowego. Jedna z najważniejszych takich zasad brzmi: „papierowy zysk – papierowa strata”. Dopóki nie zrealizujemy transakcji kupna lub sprzedaży, nasze zyski lub straty istnieją tylko na papierze. Nawet jeśli nasze straty rosną i nie widać końca tendencji spadkowej, pieniędzy nie stracimy, póki jesteśmy posiadaczami jednostek. Realną stratę odczujemy, gdy jednostki TFI sprzedamy, czyli zamkniemy pozycję.
Zawsze można sobie zadać pytanie: a jeśli będzie spadało jeszcze o 20-30%? Taka opcja jest możliwa, aczkolwiek już mniej prawdopodobna po spadku rynku prawie o połowę. Zresztą zgodnie z inną zasadą giełdową – kupuj, kiedy na ulicach płynie krew – teoretycznie właśnie teraz jest dobry moment nie do sprzedaży, lecz… zakupu. Dzięki realizacji tej zasady powstały fortuny: tanio kupić, drogo sprzedać – bez względu na to, czy są to jednostki TFI, akcje, lekarstwa czy samochody.
Reinwestować czy zapomnieć
Skoro jesteśmy już świadomi swojej straty na funduszach TFI, może lepiej zapomnieć o chybionej inwestycji na co najmniej 3-4 lata (na krótszy okres nie ma co liczyć) i poczekać, aż jednostki wrócą do poziomu zakupu i zaczną na siebie zarabiać? To dobry pomysł. Alternatywą dla niego mogłaby być jedynie reinwestycja, np. zakup mieszkania po promocyjnych cenach. A na takie okazje w niepewnych finansowo czasach można trafić.
Niedobrym pomysłem jest natomiast wycofanie środków i ulokowanie ich np. na lokacie. Dlaczego? Załóżmy, że w 2007 r. zainwestowaliśmy w fundusz 10 tys. zł, z których obecnie zostało nam 5 tys. Teraz sprzedajemy jednostki i uwolnione środki przenosimy na lokatę… Żeby stopa zwrotu dorównała poniesionym stratom, pieniądze musiałyby pracować w banku około 11 lat (przy założeniu kapitalizacji rocznej, procentu składanego i oprocentowania stałego 7% w skali roku).
A w ciągu 11 lat – i możemy być tego niemal na 100% pewni– w TFI z 5 tys. zł zrobi się co najmniej 15 tys. zł.
Inwestor samodzielny, czyli dzieci hossy
Wielu ludzi, czy to uwiedzionych systematycznie rosnącymi cenami akcji, czy tych, którzy nie chcieli oddawać wysokich opłat za zarządzenie TFI, samodzielnie kupiło akcje. I wszystko było dobrze do chwili załamania koniunktury.
W przypadku domorosłych giełdowych inwestorów podjęcie dalszych decyzji jest o tyle trudne, że każda akcja jest zupełnie osobnym przypadkiem: są papiery, które zniżkowały nawet o 90%, ale są również takie, które w skali roku zarobiły kilkanaście procent.
Osoby mało obeznane z rynkiem akcji powinny w takiej sytuacji… zachować spokój. Warren Buffett, największy inwestor w historii finansów, zwykł mawiać w sytuacjach kryzysowych: „Czekaj i nie panikuj. Pamiętaj, że giełda to miejsce transferu pieniędzy od aktywnych do cierpliwych”. Samo sedno: nerwowe ruchy powodują tylko utratę kapitału – wygrywają ci, którzy są w stanie zapomnieć o posiadanych akcjach i przeczekać czas bessy.
Posiadacz ziemsko--jubilerski, czyli złoty pierścionek na bessę
W najszczęśliwszej sytuacji są właściciele nieruchomości: działek budowlanych, rolnych, domów i mieszkań, gdyż ich stan posiadania stopniał maksymalnie o 20% (dotyczy to głównie mieszkań w blokach z wielkiej płyty). Działki budowlane i rolne, mimo iż na rynku coraz trudniej o kredyt na nie, niezmiennie trzymają cenę. Posiadaczom nieruchomości myśl o ich sprzedaży może zaświtać zatem tylko obliczu wypadków losowych lub gdy pojawia się na horyzoncie inwestycja „pewna na 1000%”. W innych wypadkach sprzedaż nieruchomości to obecnie wielce nietrafiony pomysł.
Podobnie rzecz się ma ze złotem. Drożeje ono już od 27 lat i dochodzi prawie do 800 dol. za uncję (31,1 g). Sztaby i monety wykupywane są błyskawicznie, co wcale nie musi oznaczać dobrej inwestycji, gdyż jak uczy rynek – nic nigdy wiecznie nie rośnie i wiecznie nie spada…
Jeśli domowe zasoby żółtego metalu nie są znaczne i jest to głównie postać jubilerska – nawet nie warto myśleć o sprzedaży: wartość radzieckiego pierścionka z czerwonego złota (z domieszką miedzi) równa jest co najwyżej kilku tankowaniom auta. Inaczej, gdy rzecz dotyczy monet lub sztabek – tu należy bacznie obserwować sytuację. Warto poczekać na pokonanie bariery 1 tys. dol. za uncję, wtedy będzie to najlepszy sygnał do sprzedaży i zainkasowania zysków.
(część II w numerze styczniowym)
Artur A. Adamski
redaktor i prowadzący działy inwestycyjne m.in. w PAP, „Życiu Warszawy”, „Pulsie Biznesu”, „Home & Market”, „Gazecie MSP”, „Twoim Biznesie”
„Farmacja i Ja”, grudzień 2008
- Ostatnio dodane
- Najczęściej czytane
-
To szkodliwe rodzić podczas chemioterapii?
Belgijscy badacze wykazali, że dzieci urodzone przez kobiety podczas leczenia farmakologicznego nowotworu nie... - Mięśniak macicy - najczestszy nowotwór narządów płciowych kobiet
- Nowe urządzenie do badania serca
- Od dziś nowe przepisy ustawy
- Które leki ze stratą w 2011?
-
Badanie czytelności ulotek farmaceutycznych
Resort zdrowia określił zasady, na podstawie których będzie można zbadać, czy treść informacji dołączonych do... - Pseudoefedryna – skuteczna, gdy używana z rozwagą
- Katar „zatokowy” czy zapalenie zatok przynosowych?
- Nowa metoda operacji kręgosłupa w Toruniu
- Termometry. Które są najlepsze dla dzieci?
- Praca
- Awanse
- Ogłoszenia
-
Awanse farmaceutów
Wiesz o jakimś awansie, podziel się z nami tą informacją i napisz do nas.
-
Apteka w Łęczycach zatrudni Technika Farmacji
84-218 łęczyce, ul. Długa 15b woj. pomorskie, pow. Wejherowo proszę o kontakt tel. 606367725 godziny otwarcia:... - Apteka w Katowicach zatrudni Technika Farmacji, Magistra Farmacji
- Apteka M&M w Radziejowie (woj.kujawsko-pomorskie) pilnie zatrudni kierownika apteki
Chcesz zamieścić ogłoszenie - napisz do nas.




