Spokojnie to tylko bessa
Atomowa bomba finansowa
Na lekcjach przysposobienia obronnego uczono nas, jak się zachować podczas wybuchu bomby atomowej. W tym roku na świecie też mieliśmy do czynienia...
Naświetlanie w Skandynawii
Czy wiesz, że w krajach skandynawskich w okresie zimowym jest zalecane korzystanie z solariów? Ma to zapobiegać objawom depresji wynikających z braku światła dziennego.
Nie daj się złowić
Z zagrożeniami czyhającymi na nieuważnych internautów korzystających z e-finansów jest podobnie jak z przebiegającymi przy czerwonym świetle. Łamią...
Nic nigdy wiecznie nie rośnie i nic nigdy wiecznie nie spada – to główna zasada na rynku kapitałowym. Po hossie nastanie bessa, zaś po niej znowu hossa. Tę najprostszą zasadę rynku najtrudniej przyjąć do wiadomości.
Początek tego roku – i to prawdziwa rzadkość w historii warszawskiej giełdy – był jednym z najgorszych. Zamiast „efektu stycznia”, czyli wzrostu cen akcji (poprzedzonego najczęściej tzw. rajdem św. Mikołaja, czyli dużymi wzrostami przed Bożym Narodzeniem) nastąpiły spadki. Sytuacja to tym groźniejsza, że niezależna od stanu polskiej gospodarki – obawa przed coraz bardziej realną recesją w Stanach Zjednoczonych obniżała wartość papierów na całym świecie.
Giełda a fundusze
Sytuacja jest nader groźna – przede wszystkim dla właścicieli jednostek uczestnictwa agresywnych funduszy inwestycyjnych oraz akcji. Zależność między rynkiem akcji a funduszami inwestycyjnymi jest prosta. Fundusze inwestują za nas powierzone im pieniądze, kupując na giełdzie wytypowane przez siebie akcje. W czasie hossy jest to mechanizm samonakręcający – im więcej osób oddaje pieniądze do funduszy, tym więcej te ostatnie kupują na giełdzie, wywołując jednocześnie hossę. I odwrotnie: paniczna wyprzedaż jednostek funduszy wymusza sprzedaż akcji, jeszcze bardziej potęgując dekoniunkturę.
Nie ufaj reklamie
Stare rosyjskie przysłowie mówi – „miał być szampan i owoce, a jest wódka i ogórki”. Przysłowie idealne, by zobrazować sytuację osób, które skuszone przez nachalne i mało rzetelne reklamy, omamione przez doradców finansowych bądź namówione przez sąsiadkę, zdecydowały się na zakup agresywnych funduszy lub akcji.
Nie łudźmy się: osoby, które inwestowały w 2007 r. liczą nie – jak obiecywał piękny pan w reklamie TFI nawet kilkusetprocentowe zyski – lecz poważne straty.
Przykładem nierzetelnego podejścia do klienta i jego otumanienia jest masowa zamiana lokat bankowych na jednostki funduszy akcyjnych w jednym z największych banków, obsługujących głównie osoby starsze. Dramatyzmu sytuacji nadaje fakt, iż konwersja odbyła się w połowie 2007 r., a więc w szczycie hossy, zaś poszkodowanymi są głównie emeryci, którzy po usilnych namowach bankowych pracowników wycofywali swoje oszczędności i kupowali jednostki funduszu należącego do rzeczonego banku.
Co teraz się dzieje z tymi inwestorami (pamiętajmy, że inwestor to nie tylko obracający na giełdzie, ale także posiadacz jednostek uczestnictwa)? W centrum Warszawy w oddziale tego banku, gdzie dokonano najwięcej konwersji, kilka razy dziennie odbywają się karczemne awantury nieszczęsnych emerytów z pracownikami, którzy nie mogąc zaradzić dotkliwym stratom, po prostu rozkładają ręce.
Cóż, zgodnie z regułą Martina Pringa zajmującego się psychologią inwestowania, im większe zyski obiecuje reklama instytucji finansowej, tym bardziej należy kwestionować jej wiarygodność.
Papierowy zysk, papierowa strata
„Dzieci hossy”, czyli inwestorzy, którzy nigdy nie zaznali spadków i nie pamiętają, że po hossie zawsze przychodzi bessa, a giełda czy fundusze inwestycyjne to nie maszynka do robienia pieniędzy – mogą wpaść w panikę: co robić, skoro zamiast zarabiać tracę?! Sprzedać fundusze czy trzymać? Co zrobić z akcjami, kiedy ich wartość już obniżyła się o 20-30%?
Jedna z najważniejszych giełdowych zasad mówi: „papierowy zysk – papierowa strata” – dopóki nie zrealizujemy transakcji kupna lub sprzedaży, nasze zyski lub straty są tylko na papierze.
O tym zawsze należy pamiętać – jeśli nasze straty ciągle rosną, nie widać końca tendencji spadkowej (w reklamach ten sam piękny pan zachwala już konta bankowe nie wspominając o funduszach) pieniędzy nie stracimy, póki jesteśmy posiadaczami akcji lub jednostek. Stracimy, gdy sprzedamy, czyli zamkniemy pozycję.
Na czterech literach
Warren Buffett, największy inwestor w historii finansów, guru trzech pokoleń inwestorów, drugi po Billu Gatesie najbogatszy człowiek świata, który przekazał w 2006 r. prawie 37 mld dolarów na cele charytatywne, zwykł był mawiać w sytuacjach kryzysowych: „Siedź na swoich czterech literach. Czekaj i nie panikuj. Pamiętaj, że giełda to miejsce transferu pieniędzy od aktywnych do cierpliwych”. Samo sedno: nerwowe ruchy powodują tylko utratę kapitału – wygrywają ci, którzy są w stanie zapomnieć o posiadanych akcjach czy jednostkach i przeczekać czas bessy. Jest to wyjątkowo trudne, szczególnie dla „dzieci hossy”. Trudne tym bardziej, że wokół pojawia się coraz więcej złych informacji: niesłabnąca groźba recesji w USA, rekordowe ceny złota (drożeje ono w czasie niepewności na giełdzie), wysokie ceny ropy, rosnące stopy procentowe w Polsce związane z presją inflacyjną. Znikąd dobrych wieści dających nadzieję na odwrócenie tendencji. Jeśli się nawet pojawią, są ignorowane. To naturalne zachowanie rynku. W hossie wszystkie dobre informacje są zauważane, zaś złe umykają uwadze i odwrotnie – w bessie dobre wieści przechodzą niezauważone, a złe potęgują spadki.
W historii giełd nigdy się jeszcze nie zdarzyło, żeby w horyzoncie długoterminowym (3-5 lat) akcje nie zyskiwały na wartości – oczywiście nie licząc sytuacji bankructwa firmy. Po spadkach, trwających czasami nawet 2 lata, akcje wracały do poziomu sprzed bessy i biły kolejne rekordy cen. Podobnie się dzieje z jednostkami funduszy. Tak się też stanie i tym razem, aczkolwiek kiedy to nastąpi, nie wie na naszym globie nikt.
Zamykać czy trzymać?
W tym miejscu wielu z czytających zada pytanie: to miłe, że kiedyś zarobię i będę bogaty, ale na razie kupiłem w czerwcu 2007 r. fundusze małych i średnich spółek i z moich zainwestowanych
10 tys. zł zrobiło się 7 tys. – nie licząc opłat i prowizji, jakie muszę uiścić zarządzającym za te „znakomite” wyniki!
Bolesna to prawda i wybór niełatwy. Jeśli ulegniemy panice i zamkniemy pozycję, mamy zrealizowane ponad 30% strat. Jeśli będziemy trzymali jednostki uczestnictwa dalej, może zamiast 7 tys. zostać szybko 5 tys. Ale może być również tak, że za kilka miesięcy ceny wrócą do poziomu zakupu i znów będziemy mieli swoje 10 tys. pracujące już dla nas.
Ta druga opcja wydaje się pewniejsza: jeśli nie potrzebujemy w danym momencie gotówki, lepiej uzbroić się w cierpliwość – pewne jest, że per saldo i tak zysk okaże się wyższy niż wtedy, gdy trzymalibyśmy środki na bezpiecznych lokatach. Tak uczy 150-letnia historia rynków kapitałowych. Zamykać pozycję zawsze warto tylko wtedy, kiedy mamy inną doskonałą okazję inwestycyjną, np. zakup nieruchomości po bardzo atrakcyjnej cenie.
Analityk też człowiek
Czas bessy to czas wsłuchiwania się w głosy wszelkiej maści analityków, prognostyków i specjalistów rynku kapitałowego. Co wtedy inwestor posiadający akcje czy jednostki chce usłyszeć? Ano że bessa zaraz się skończy, powróci koniunktura, pieniądze same będą się zarabiać, a piękny pan z reklamy znowu kusił będzie szybkimi wielosetprocentowymi zyskami. Dzieje się tak jednak nader rzadko. Dlatego wszelkie komentarze i opinie trzeba czytać bardzo ostrożnie: gdyby bowiem wypowiadający je znali przyszłość, nie musieliby ich upubliczniać – wystarczyłoby wdrażanie ich w życie i pozostanie cudownie bogatym rentierem.
Podejmowanie decyzji na podstawie rekomendacji analityków ma jeszcze jedną skazę: analitycy też są ludźmi, często inwestującymi swoje oszczędności, a więc również ulegają silnym emocjom. Uważni słuchacze wypowiedzi są nawet w stanie powiedzieć, czy autor danego komentarza ma akcje czy gotówkę. Jeśli jest pesymistą wieszczącym totalny krach i ogólnoświatowy armagedon, znaczy, że ma gotówkę, którą będzie chciał zainwestować, kupując jak najtaniej. I odwrotnie: właściciel akcji czy jednostek będzie opowiadał, iż faktycznie wprawdzie są chwilowe kłopoty na rynku akcji, ale zaraz miną i znowu wszyscy będą bogaci.
Zamiast oczekiwać na odpowiedź, co się stanie, najlepszym rozwiązaniem jest spokojna kalkulacja, na jak długo (miesięcy, lat) możemy pozostawić pieniądze w inwestycji. Jeśli jest to inwestycja długoterminowa, po prostu trzeba być cierpliwym i nauczyć się tolerować ponoszone straty w krótszym terminie.
Uważaj na siebie samego
Największym wrogiem każdego początkującego lub mniej doświadczonego inwestora jest… on sam, a szczególnie jego emocje. Wzrost cen akcji, szybkie i duże zyski wprowadzają w stan euforii, pozbawiają zdroworozsądkowego myślenia, łatwo zignorować wszelkie sygnały załamania koniunktury. I tak jak sukces ma wielu ojców, tak przyznanie się do finansowej porażki, czyli własnej błędnej decyzji, jest bardzo trudne i traktowane jak osobista porażka. Tym bardziej bolesne, gdy uległo się emocjom, a zamiast nowego auta ledwo starczy na bilet komunikacji miejskiej.
Załóż próg strat
Jak się więc ustrzec przed zbyt dużymi stratami? Metod jest wiele, jednak jedną z bardziej sprawdzonych jest założony próg strat. Projektując inwestycje, należy założyć poziom akceptowalnych strat. Jeśli jest to np. 20%, gdy pułap ten zostanie osiągnięty, należy akcje lub jednostki sprzedać. Jest to dramatycznie trudne, gdyż początkujący inwestor nie może się pogodzić ze stratą – wszak akcje/jednostki są mu coś „winne”, nie mogą przecież przynieść straty, po prostu „muszą” dać zarobić. Należy jednak pamiętać, iż żadna inwestycja nic nikomu nie jest winna. To czysta gra popytu i podaży. Mądry inwestor sprzedaje akcje na wcześniej ustalonym poziomie ich ceny, traci tylko niewielki procent swego kapitału i w ten sposób może go użyć do kolejnej transakcji.
Kupuj, kiedy na ulicach płynie krew
Kiedy kupować, a kiedy sprzedawać – to jest pytanie najtrudniejsze. Dla obeznanych w rynku kapitałowym niechybnym sygnałem końca hossy jest pojawianie się inwestorów, którzy nie mają bladego pojęcia o mechanizmach rynkowych – słyszeli i oglądali, że na giełdę lub do funduszu niesie się pieniądze i parę miesięcy później można już iść do salonu samochodowego i przymierzać się do nowego auta.
Wiadomo, że ich pieniądze wywindują ceny akcji do wysokich poziomów, bez względu na rzeczywistą wartość przedsiębiorstwa. Na parkiecie rozpoczyna się wtedy tzw. redystrybucja: akcje sprzedawane są przez wytrawnych inwestorów, którzy kupili je znacznie wcześniej po niskich cenach, niesionym falą euforii mniej zorientowanym inwestorom po wysokich cenach w ostatniej fazie hossy.
Oczywiście sytuacja jest zupełnie odwrotna w bessie: wówczas tylko branżowe media traktują o rynku kapitałowym, dyskutowanie o inwestowaniu jest de mode, zaś akcje i jednostki są tanie. Wtedy papiery skupują po niskich cenach zahartowani w bojach giełdowi gracze, by potem w euforii hossy sprzedać je z kilkunasto- czy kilkudziesięciokrotnym przebiciem mało zorientowanym. Nazywa się to dyskontowaniem przyszłości – kupuje lub sprzedaje się to, co stanie się w przyszłości, a nie to, co dzieje się teraz. Na spadki należy patrzeć nie jak na boży dopust, lecz na okazję do kupna wedle zasady, iż nabywać akcje, nieruchomości, fundusze inwestycyjne, dzieła sztuki najlepiej w czasach niepewności, czyli gdy na ulicach płynie krew.
Tak też dzieje się od półtora wieku. Mechanizm pozostaje niezmienny. Przywoływany ponad 78-letni Warren Buffett wygłosiłby w tym miejscu jedną ze swoich złotych maksym: „Bój się, gdy inni są chciwi, i bądź chciwy, gdy inni się boją”.
Nerwowe ruchy powodują tylko utratę kapitału. Wygrywają ci, którzy są w stanie zapomnieć o posiadanych akcjach czy jednostkach i przeczekać czas bessy. Jest to wyjątkowo trudne, szczególnie dla inwestorów, którzy nigdy nie zaznali spadków.
„Bój się, gdy inni są chciwi i bądź chciwy, gdy inni się boją” – to jedna z najważniejszych reguł, dzięki której Amerykanin Warren Buffett stał się najbogatszym inwestorem świata. Zasadę tę stosuje do dzisiaj, a jego majątek systematycznie rośnie.
Zapomnij o temacie
Choć jest to wyjątkowo trudne, to nie należy ulegać stadnym zachowaniom, nie wpadać w panikę i nie dać ponieść się emocjom. Jeśli na rynku akcji zaczyna się masowa wyprzedaż, a wartości funduszy spadają codziennie – najlepiej przez kilka, a nawet kilkanaście dni omijać temat. Sytuacja w tym czasie nieco się uspokoi, ci co mieli sprzedać w pierwszej fazie wyprzedaży, już sprzedali, część inwestorów kupuje, uznając poziom cen za atrakcyjny, więc wtedy można bardziej rzeczowo zaprojektować dalsze postępowanie. „Fakt, że ludźmi kieruje pazerność, strach czy szaleństwo jest w pełni przewidywalne. Tylko kolejności tych emocji jest nieprzewidywalna” – ta reguła Benjamina Grahama, wybitnego inwestora z lat 30. ubiegłego wieku, obowiązuje do dzisiaj.
Artur A. Adamski;
Redaktor i prowadzący działy inwestycyjne m.in. w PAP, „Życiu Warszawy”, „Pulsie Biznesu”, „Home&Market”, „Gazecie MSP”, „Twoim Biznesie”.
„Farmacja i ja”, luty 2008
- Ostatnio dodane
- Najczęściej czytane
-
To szkodliwe rodzić podczas chemioterapii?
Belgijscy badacze wykazali, że dzieci urodzone przez kobiety podczas leczenia farmakologicznego nowotworu nie... - Mięśniak macicy - najczestszy nowotwór narządów płciowych kobiet
- Nowe urządzenie do badania serca
- Od dziś nowe przepisy ustawy
- Które leki ze stratą w 2011?
-
Badanie czytelności ulotek farmaceutycznych
Resort zdrowia określił zasady, na podstawie których będzie można zbadać, czy treść informacji dołączonych do... - Pseudoefedryna – skuteczna, gdy używana z rozwagą
- Katar „zatokowy” czy zapalenie zatok przynosowych?
- Nowa metoda operacji kręgosłupa w Toruniu
- Termometry. Które są najlepsze dla dzieci?
- Praca
- Awanse
- Ogłoszenia
-
Awanse farmaceutów
Wiesz o jakimś awansie, podziel się z nami tą informacją i napisz do nas.
-
Apteka w Łęczycach zatrudni Technika Farmacji
84-218 łęczyce, ul. Długa 15b woj. pomorskie, pow. Wejherowo proszę o kontakt tel. 606367725 godziny otwarcia:... - Apteka w Katowicach zatrudni Technika Farmacji, Magistra Farmacji
- Apteka M&M w Radziejowie (woj.kujawsko-pomorskie) pilnie zatrudni kierownika apteki
Chcesz zamieścić ogłoszenie - napisz do nas.




