Serwis farmaceutyczny
szukaj w farmacjaija.pl


Psychologia

Gdy jedzenie staje się problemem

- 2011-03-09
Gdy jedzenie staje się problemem Powieksz
Gdy jedzenie staje się problemem

Jak kontaktować się z chorym pacjentem

Apteka to wyjątkowe miejsce, do którego przychodzą różni ludzie: chorzy, zdenerwowani albo po prostu potrzebujący rozmowy. Właściwie każdy klient...

Jesienne przeziębienia

Ze statystyk wynika, że corocznie w okresie jesiennym co czwarty Polak łapie przeziębienie

Stwórz sobie emocjonalną tarczę

Sezon na grypę? A może na zarażanie się cudzymi emocjami? Niestety, jeśli jesteś podatna na przejmowanie uczuć od innych osób, twój sezon trwa cały...

Liczba diagnozowanych zaburzeń odżywiania dramatycznie rośnie. Do znanej od lat anoreksji i bulimii dołączyła ostatnio ortoreksja. Wiele wskazuje na to, że mamy do czynienia z czymś w rodzaju epidemii. Jej ofiarą padają przede wszystkim kobiety.

Psychologowie i psychiatrzy nie ukrywają: zaburzenia odżywiania to bolączka naszej cywilizacji, bogatych krajów zachodnich. Nie występują w kulturach prymitywnych, a już na pewno nie w społeczeństwach, w których daje się kobietom przyzwolenie na akceptowanie własnego ciała, nie zmusza ich się – pod presją kultury masowej – do sprostania nierealistycznemu wzorcowi kobiecości. U nas tym wzorcem jest nadal, niestety, lalka Barbie. Kobieta, która chciałaby osiągnąć takie wymiary jak Barbie, musiałaby: urosnąć do 220 cm, schudnąć (statystycznie) tak, by stracić 25 cm w obwodzie bioder, a jednocześnie – zyskać aż 30 cm w obwodzie biustu…

Choroby „z jedzenia” pojawiają się w okresie dojrzewania, ale trwać mogą do końca życia. Według danych American Psychiatric Association na anoreksję cierpi 0,5% nastolatków, na bulimię – od 1% do 3% młodych ludzi, ale ogólnie na zaburzenia odżywiania (także ortoreksję, czyli uzależnienie od zdrowego żywienia i diet, kompulsywne obżarstwo i inne) zapadają aż 4 osoby na 100. Chorują także mężczyźni, choć rzadko.

Zaczęło się od jadłowstrętu

Historycy utrzymują, że pierwszy taki opisany przypadek pochodzi z 895 roku i dotyczy wieśniaczki o imieniu Friderada, która utrzymywała surowy post przy bardzo wytężonej pracy fizycznej. Jak wiele współczesnych jej anorektyczek, Friderada traktowała swoją chorobę jako rodzaj dobrowolnego męczeństwa w ofierze Bogu. Prawdopodobnie większość świętych, które umartwiały się i pościły, cierpiała na anoreksję.

Chorobę diagnozuje się, gdy masa ciała pacjenta spada poniżej 85% normy, właściwej dla jego wzrostu i wagi. To tylko pierwsze z czterech kryteriów diagnostycznych. Pozostałe to: brak trzech kolejnych miesiączek, silny lęk przed przybraniem na wadze, zakłócenia wizerunku własnego ciała. Typowe jest też negowanie własnej choroby, nieprzyznawanie się do niej.

Ale skąd w ogóle bierze się anoreksja? Przecież nierealistyczny ideał kobiecego ciała, kreowany przez media, to za mało – musiałyby chorować wszystkie kobiety, a przecież zdecydowana większość jest zdrowa. Ciekawą tezę, dotyczącą przyczyn powstawania anoreksji, stawia w książce „Na bakier z jedzeniem. Anoreksja, bulimia, otyłość” Martha Jablow. Przytacza wyniki badań naukowców z Filadelfii, pracujących z anorektyczkami i ich bliskimi: zdaniem specjalistów, istnieje pięć cech charakterystycznych dla „rodzin anorektycznych”. Na pierwszym miejscu plasuje się usidlenie (splątanie): członkowie takiej rodziny są bardzo blisko ze sobą związani, jakiekolwiek relacje na zewnątrz  traktowane są jak nielojalność. Nie ma przestrzeni na dokonywanie samodzielnych wyborów, wolność, autonomię. Istnieje jasny podział na „My” i „Oni”. Z usidlenia wynika poniekąd następna cecha – nadopiekuńczość. Chęć opiekowania się pozostałymi członkami rodziny nie wynika z troski o ich dobro, a jedynie – z potrzeby sprawowania nad nimi kontroli. Kolejna cecha to sztywność granic. W domu obowiązują reguły, nie można ich łamać – np. spotykamy się codziennie o 16 na obiedzie i jedyną wymówką jest… śmierć. Rodziny anorektyczne w pierwszym kontakcie sprawiają wrażenie zgodnych, ciepłych, ale wynika to z braku przyzwolenia na spory, różnice zdań („Nigdy się nie kłócimy, bo się kochamy”, „Wszyscy jesteśmy tego samego zdania”). Podskórne napięcie ich członkowie rozładowują w koalicjach, to ostatnia cecha – np. matka z synem zawierają sojusz przeciwko ojcu, córka sprzymierza się z ojcem, ten broni jej przed matką, zwierzają się sobie nawzajem… I tak dalej.

W takiej rodzinie jedyną samodzielną decyzją, którą może podjąć nastolatka, jest ta, by przestać jeść. W ten sposób przejmuje kontrolę nad jedyną sferą życia, do której nie mają dostępu pozostali członkowie rodziny: nad własną fizjologią. Niestety, nieleczona anoreksja prowadzi do poważnych konsekwencji: wyniszczenia organizmu, anemii, osteoporozy, zaburzeń hormonalnych, nieodwracalnych uszkodzeń mózgu… Ocenia się, że dla co dziesiątej anorektyczki choroba kończy się śmiercią.

Nie tylko anoreksja

Z racji tego, że anoreksja jest znana najdłużej, wynika fakt najlepszego zrozumienia jej przyczyn i ich opisania. Literatura dotyczącą bulimii i innych zaburzeń jest znacznie skromniejsza.

Tzw. żarłoczność psychiczną dzielimy na dwa typy: przeczyszczający (chora wywołuje u siebie wymioty, biegunki) i nieprzeczyszczający (chora pozbywa się poczucia winy po ataku obżarstwa, intensywnie ćwicząc fizycznie lub np. zażywając leki wpływające na pracę tarczycy, by przyspieszyć przemianę materii, ostatnio także specjalistyczne środki, hamujące wchłanianie tłuszczu, przeznaczone dla osób ze znaczną nadwagą). Z bulimią mamy do czynienia, gdy u pacjentki występują epizody objadania się (podczas jednej sesji bulimiczka może przyjąćpokarm o wartości energetycznej 20 000 kalorii!) i poczucie utraty kontroli nad tym procesem, a także inne niestandardowe zachowania, mające na celu „opanowanie” wagi (ćwiczenia itp.). Ważne jest kryterium czasowe: niewłaściwe wzorce zachowań muszą pojawiać się co najmniej dwa razy w tygodniu przez kilka miesięcy. Bywa, że bulimia nie jest właściwie rozpoznawana, bo jej okresy występują na zmianę z fazami anorektycznymi. Takie pacjentki utrzymują wagę na stałym poziomie i wymykają się klasyfikacjom, nie trafiają do lekarza odpowiednio szybko– dopiero gdy pojawią się inne następstwa. Może to być rozregulowanie cyklu hormonalnego, schorzenia układu pokarmowego, osteoporoza, często – depresja.

Powszechnie uważa się, że na bulimię zapadają nastolatki wychowujące się w rodzinach chaotycznych, pozostawione samym sobie. Z badań Fairburna i współpracowników (1997) wynika, że w rodzinach bulimicznych charakterystyczne są wysokie oczekiwania rodziców wobec dojrzewających dziewcząt, przywiązywanie dużej wagi do wyglądu, diety, oraz wiele negatywnych komunikatów na temat wyglądu („Masz tendencję do tycia, powinnaś uważać”, „Z twoją sylwetką nie wybrałabym takiego fasonu”).

Leczenie wymaga determinacji

Jest wiele podobieństw między rodzinami bulimicznymi i anorektycznymi: brak prawdziwego ciepła, wsparcia, niezgoda systemu rodzinnego na wybranie przez dziecko własnej drogi. Zdaje się, że takie też są rodziny ortorektyczeki ortorektyków, bo ze wszystkich zaburzeń odżywiania na ten jeden, jak można sądzić, dość często zapadają także mężczyźni.

Ten tajemniczy zespół – ortoreksję (od greckiego orto – prawidłowy i oreksis – apetyt) po raz pierwszy opisał w 1997 r. lekarz Steven Bratman. Od dziecka miał alergię na określone produkty żywnościowe. Często rozmawiał o diecie i zdrowym żywieniu z pacjentami. W pewnym momencie zapaliło mu się w głowie ostrzegawcze światełko. Czy to przypadkiem nie jest jakieś zaburzenie? Bratman zaczął zgłębiać tę kwestię i w efekcie napisał książkę „W szponach zdrowej żywności”.

Ortoreksja zaczyna się niewinnie – od porzucenia supermarketów na rzecz sklepów z ekologiczną żywnością. Potem chory zaczyna sam hodować warzywa, zioła, piec chleb, robić ser… Pojawiają się kolejne diety, obsesyjne liczenie kalorii, bo przecież trzeba być nie tylko zdrowym, ale i szczupłym. Eliminowane są kolejne produkty. W skrajnych wypadkach pacjent poprzestaje na 5-6 ekologicznie nieskazitelnych produktach. Taka skrajna ortoreksja oznacza najczęściej poważne kłopoty zdrowotne, bardzo podobne do tych, jakie są wynikiem wieloletniej anoreksji… Na końcu – nawet śmierć.
Ponieważ anoreksja, a także ortoreksja (w przypadku bulimii to mało prawdopodobne) bywają śmiertelne, do leczenia zaburzeń odżywiania przywiązuje się dużą wagę. Chorzy wygłodzeni, z bardzo niskim BMI trafiają do szpitala; na oddziale lekarze mają możliwość kontrolowania ich jadłospisu, dożywiania, np. przez kroplówki. Konieczna jest także psychoterapia.

Pewne sukcesy w leczeniu zaburzeń odżywiania się mają terapeuci pracujący w paradygmacie terapii systemowej. Skoro część odpowiedzialności za pojawienie się choroby leży w rodzinie, więc terapia rodziny – zmiana jej wzorców komunikowania się, relacji– może być rzeczywiście pomocna. Jeśli rodzina zezwoli chorej na anoreksję na autonomię, gdy udzieli jej jednocześnie wsparcia – leczenie może zakończyć się sukcesem.

Obecnie jednak uważa się, że najskuteczniejsza w leczeniu zaburzeń odżywiania się wszelkiego typu jest terapia poznawczo-behawioralna. Chodzi o modelowanie właściwych zachowań, np. terapeuta pracuje z pacjentką nad jej tendencją do dzielenia pokarmów na „złe” i „dobre” (niskokaloryczne, niskotłuszczowe), redukcją poczucia winy, razem wypracowują schemat odżywiania się: stałe godziny posiłków, określają, jak obfite mają one być. To bardzo skuteczne w wyprowadzaniu chorych z bulimii, napadowego objadania się i ortoreksji.

Z anoreksją sprawa jest, niestety, bardziej skomplikowana. Problemem jest zaburzony sposób postrzegania własnego ciała – anorektyczka nie widzi jego chudości. Jeśli u pacjentki brak jest woli do walki z chorobą, nie ma determinacji – raczej trudno jest liczyć na sukces. Leczenie anoreksji jest bardzo trudne i  długotrwałe.
Na pewno terapia chorych z zaburzeniami odżywiania się będzie łatwiejsza, jeśli zmieni się ideał kobiecego ciała. Chyba ten proces się już zaczął – z wybiegów wypędzono zbyt kościste modelki, a kobiety o normalnych, pełnych kształtach, jak Monica Bellucci, są dowodem na to, że piękne nie zawsze równa się chude.

Jagna Kaczanowska
Psycholog
jk@farmacjaija.pl

Portret bulimiczki

Beata rzadko gdzieś wychodzi. W co niby miałaby się ubrać? Nie, no nie jest gruba – BMI ma w normie. Ale nie cierpi swojego ciała. Jej matka była prawdziwą pięknością – bardzo kobiecą, zgrabną. Rodzice Beaty prowadzili światowe życie, rzadko bywali w domu, nie interesowali się życiem córki. Czuła się za mało mądra, zbyt brzydka i przez to – niekochana. Czasami wpada w straszny dołek… Jest jej przeraźliwie smutno, źle – i wtedy jedyne, co pomaga, to jedzenie… Kupuje: dwa litry lodów czekoladowych, czekoladki, pół kilo żółtego sera, pętko suszonej kiełbasy, zamawia pizzę, skrzydełka kurczaka… Trudno w to uwierzyć, ale potrafi to pochłonąć w dwie godziny. Po prostu wkłada do ust kolejne kęsy: dopóki je, przełyka, nie myśli i czuje spokój, błogość. Oczywiście – wszystko to mija, gdy tylko przestaje jeść. Boli ją brzuch. I nękają ją straszne wyrzuty sumienia… – Jestem tłustą babą, która nie potrafi się pohamować! – mówi i biegnie do łazienki. Wymiotuje i czuje się odrobinę lepiej, choć nadal żywi do siebie wstręt. Beata strasznie się wstydzi tego, co robi, ale nie potrafi się powstrzymać.

Portret ortorektyczki

Kasia jest szefową działu sprzedaży w dużym koncernie. Jej kariera to ciąg sukcesów, awans za awansem. Figurę też ma modelową. Zazdroszczą jej wszystkie koleżanki z biura. Jest po czterdziestce, a nosi małe 38 – nogi ma szczupłe, brzuch płaski... Na śniadanie– 100 g chudego twarogu z ekologicznego gospodarstwa, ewentualnie dwa jajka, od kurek zielononóżek z chowu wolnowybiegowego. Na lunch – trzy marchewki z własnego ogródka, wiejskie pomidory, posypane bazylią (Kasia ma doniczki z ziołami na parapecie w kuchni). Obiad – filet z piersi kurczaka (nie trzeba chyba dodawać, że nie z fermy), kiełki sojowe, sałata. Na kolację – kromka chleba własnego wypieku posmarowana domowymi powidłami śliwkowymi (bez cukru). I tak codziennie. Kasia starannie wyliczyła swoje zapotrzebowanie energetyczne na 1280 kalorii. I dokładnie tyle zjada. Każdy produkt starannie waży. Rzadko jada w towarzystwie, raczej sama – starannie przeżuwając (po dwadzieścia razy) każdy kęs. „Ja tylko zdrowo się odżywiam! Popatrz lepiej na swój jadłospis: ile tu produktów przetworzonych, wędlin i mięs faszerowanych hormonami i antybiotykami! Zobaczysz, dostaniesz od tego raka!” – upomina męża, gdy ten zwraca jej uwagę, że inni ludzie nie poświęcają aż tyle czasu swojej diecie.

Portret anorektyczki

Marta wychowywała się w wielodzietnej rodzinie. Rodzice wymagali bezwarunkowego posłuszeństwa i podporządkowania się regułom. Marta miała się dobrze uczyć, grać w tenisa, ładnie wyglądać na rodzinnych imprezach, no i – być grzeczna. Żelaznym punktem dnia w ich domu zawsze był obiad. Siadali do stołu w ósemkę: mama, tata i sześcioro rodzeństwa. Na stole tradycyjne dania kuchni polskiej. Nie przyjść można było z dwóch powodów: bo wyjechało się na zgrupowanie sportowe albo dlatego, że było się obłożnie chorym. Marta zaczęła się odchudzać w wieku 14 lat. Ponieważ mama zauważyłaby, że Marta nie je, opracowała sobie różne sposoby pozbywania się pokarmu. Na początku grzebała się z jedzeniem, zostawała w kuchni sama i wtedy wyrzucała resztki obiadu do śmieci. Zaczęła też testować inne techniki: zrzucanie jedzenia w rozłożoną na kolanach serwetkę – to nawet zabawne, nikt tego nie widzi, Marta ma poczucie wyższości, że udało jej się wyprowadzić wszystkich w pole. Można zsuwać kęsy z widelca w rękaw– to już wymaga większej wprawy, ale ona jest specjalistką w „znikaniu” jedzenia. W tej chwili Marta ma 18 lat, i waży 50 kilo przy wzroście 174 cm. Jej wymarzona waga to 45 kg. W lustrze widzi grubąbabę, a nie kościsty szkielet, którym w rzeczywistości jest. Uważa, że nie ma żadnego problemu – to inni go mają, chcą ją utuczyć.

"Farmacja i Ja" marzec 2011

Komentarze czytelników (0)

Dodaj komentarz

« poprzedni Psychologia (23 z 67) następny »
« poprzedni Psychologia (23 z 67) następny »

Mapa farmaceutów

Masz aptekę,
hurtownię leków?
Dodaj swoją llokalizację
na naszej interaktywnej
mapie.

Wyślij e-kartkę...

swojej rodzinie,
znajomym, bliskim
i współpracownikom...
a może nam?

Kalendarz farmaceuty

ważne informacje dla farmaceutów,
kierowników aptek, właścicieli...

Napisz do nas jeśli...

  • chcesz zostać współpracownikiem
    naszego magazynu,
  • masz uwagi jakie zmiany
    wprowadzić,
  • możesz zaproponować
    tematy do kolejnych numerów.
Czekamy na Wasze listy!
1 2 3 4
  • Praca
  • Awanse
  • Ogłoszenia
  1. Awanse farmaceutów
    Wiesz o jakimś awansie, podziel się z nami tą informacją i napisz do nas.
  1. Apteka zatrudni technika i magistra farmacji
    Apteka w Janowie Lubelskim i w Nałęczowie zatrudni magistra farmacji oraz technika farmaceutycznego.CV prosimy...
  2. Apteka w Łęczycach zatrudni Technika Farmacji
  3. Apteka w Katowicach zatrudni Technika Farmacji, Magistra Farmacji
Zobacz wszystkie ogłoszenia
Chcesz zamieścić ogłoszenie - napisz do nas.

Polecane produkty