Serwis farmaceutyczny
szukaj w farmacjaija.pl


Psychologia

Pan doktor Google

- 2010-08-13

Sztuka wypoczywania

Bywają chwile, gdy każdy z nas ma ochotę rzucić wszystko i zastosować remedium, o jakim śpiewała Maryla Rodowicz, czyli „wsiąść do pociągu byle...

Naświetlanie w Skandynawii

Czy wiesz, że w krajach skandynawskich w okresie zimowym jest zalecane korzystanie z solariów? Ma to zapobiegać objawom depresji wynikających z braku światła dziennego.

Psychotest. Czy odkładasz na jutro - jakim typem jesteś?

1. W niedzielę wieczorem… a) Przypominasz sobie, że miałaś mnóstwo rzeczy do zrobienia. Posprzątać mieszkanie, przejrzeć wyniki sprzedaży,...

Ma odpowiedź na każde pytanie. Zna setki tysięcy chorób, wszystkie leki i parafarmaceutyki, i jest dostępny 24 godziny na dobę. Do żadnego lekarza Polacy nie udają się tak chętnie, jak do dr. Google’a. Szkoda tylko, że jego diagnozy często są błędne... I że od wizyt u niego można się uzależnić!

Gosię bolał brzuch. Był piątek po południu, więc zdecydowała, że sprawdzi w Internecie, o co z tym brzuchem chodzi. Gdy w wyszukiwarkę wpisała hasło „ból brzucha”, otrzymała ponad 737 tysięcy rekordów – w tym także te dotyczące zawału serca, zapalenia wyrostka, nadżerek na dwunastnicy, zespołu jelita drażliwego, a nawet guza jelita! Zdjęta strachem Gosia zaczęła doszukiwać się u siebie coraz to nowych objawów, które najbardziej pasowały jej do zawału. Czuła się słabo, miała duszności. Serce waliło jej jak oszalałe. „Mam zawał! Wieź mnie na ostry dyżur!” – wrzasnęła do męża, gdy tylko przekroczył próg mieszkania. Pojechali. Na ostry dyżur mąż wniósł Gosię na rękach, krzycząc głośno, że żona umiera na atak serca.

Lekarz stwierdził... zwykłą niestrawność. I atak paniki, wywołany czytaniem internetowych porad zdrowotnych.

Ratunku, mam raka!

Polacy nie przepadają za oficjalnym systemem służby zdrowia. Na numerek trzeba długo czekać, do specjalisty – mieć skierowanie, a i tak na koniec lekarz poświęci nam góra kwadrans. Może by tak... połączyć się z Internetem?

Każdy, kto zacznie zaglądać do sieci w poszukiwaniu informacji zdrowotnych, szybko poczuje się chory. To ma nawet swoją nazwę – syndrom studenta medycyny. Kiedyś cierpieli z jego powodu żacy z tego właśnie kierunku, i czasem także ci, którzy mieli w domu encyklopedię zdrowia. Jak wiadomo, niezależnie od tego, na której stronie się ją otworzy, zawsze znajdzie się chorobę, której objawy można u siebie samego odszukać. Objawy mają bowiem to do siebie, że wiele z nich jest względnych: np. pogorszone samopoczucie. Inne natomiast można u siebie wywołać, wmawiając je sobie – np. kołatanie serca, uderzenia gorąca, duszność.

Liczba osób, poszukujących w sieci informacji zdrowotnych i przeprowadzających na tej podstawie autodiagnozę, rośnie w zastraszającym tempie. W związku z tym 10 lat temu ukuty został nowy termin na określenie tych ludzi: cyberchondrycy. To hipochondrycy w wydaniu nowo-czesnym, czyli internetowym. Zaglądają na portale medyczne, wymieniają poglądy na forach i ciągle doszukują się u siebie nowych, bardzo groźnych chorób.

Diagnoza z sieci to często bowiem... najczarniejszy scenariusz. Z badań Ryena White’a i Erica Horovitza, którzy przebadali 250 tysięcy internautów, wynika jasno, że użytkownicy sieci w większości wypadków wybierają najgorszy wariant ewentualnej diagnozy – jak Gosia, która niestrawność pomyliła z zawałem. To nie tylko ich wina: najczęściej pierwsze rekordy w wynikach wyszukiwania dotyczą ciężkich chorób – w końcu, kto by pisał o niestrawności? Związane jest to także z błędnym typem wnioskowania w oparciu o nieprawdziwe dane – nosi on nazwę heurystyki dostępności. Nikt tego chyba nie policzył, ale można założyć, że większość komentarzy na forach zdrowotnych piszą ludzie, którzy mają za sobą najtrudniejszy przebieg choroby.

Oto przykład: pewna kobieta trafiła do szpitala z objawami zapalenia błędnika. Po powrocie do domu weszła do sieci, znalazła forum, na którym wypowiadali się pacjenci cierpiący na to samo schorzenie. Przeczytała przerażające historie ludzi, którzy od wielu miesięcy, a nawet lat nie wychodzą z domu, bo zawroty głowy są tak potężne, że zataczają się jak pijani, a żadne leki nie skutkują! Kobieta się załamała. Tymczasem taki przebieg zapalenia błędnika, z tak poważnymi uszkodzeniami, niedającymi szans na normalne życie – to rzadkość. U wielu osób choroba nie pozostawia żadnych śladów, inni natomiast przez ćwiczenia i stopniowe przyzwyczajanie się do nowej sytuacji zmuszają swój mózg do kompensacji – mózg i wzrok przejmują funkcje uszkodzonego błędnika, i życie tych pacjentów naprawdę niewiele odbiega od normy. Ta grupa wraca do pracy zawodowej, życia towarzyskiego, hobby i... nie ma czasu, by rozpisywać się o swoich przeżyciach na forum.

Czy lekarze są jeszcze potrzebni?

Szukanie diagnozy w sieci może być więc groźne. Jak w przypadku chorej z błędnikiem: podważa zaufanie do lekarzy, wpędza w frustrację, może stać się powodem depresji. A wyobraźmy sobie sytuację odwrotną do tej, którą przeżyła Gosia: oto ktoś ma zawał, sprawdza w sieci objawy, i wychodzi mu, że to tylko niestrawność... Nie idzie więc do lekarza. Łatwo można sobie dopisać zakończenie tej historii – już nie zabawne, raczej tragiczne.

Problem polega też na tym, że na postawieniu diagnozy przeważnie się nie kończy. Bo skoro wiemy już, co nam jest, to chcemy się dowiedzieć, jak się wyleczyć. Pół biedy, gdy „wyedukowany” w sieci pacjent uda się do lekarza. Dla medyka będzie to trudna wizyta, bo cyberchondrycy to twardy orzech do zgryzienia. Sypią łacińskimi nazwami rzadkich przypadłości, machają plikami wydrukowanych kartek, z opisami egzotycznych i ciężkich schorzeń i postami z forów... No i przede wszystkim nie są w stanie uwierzyć, że to zwykła grypa albo niestrawność. Przecież mają wszystkie objawy raka mózgu i zawału!

Częściej jednak cyberchondryk nie ma ani czasu, ani ochoty na wizytę w przychodni. Po raz kolejny więc loguje się na forum: „Od miesiąca nie mija mi ropny katar. Co radzicie?”, „Chyba mam skręconą nogę w kostce, czytałem, że gips to przeżytek. Co wy na to?”. I w odpowiedzi sypią się porady: o owijaniu stopy liśćmi kapusty, piciu miodu z czosnkiem i rozkruszonymi chińskimi pigułkami (do kupienia na serwisie aukcyjnym), stosowaniu parafarmaceutyków bez recepty... Te ostatnie porady nierzadko zresztą piszą przedstawiciele handlowi.

Google: stosować z umiarem

Oczywiście, nie jest tak, że szukanie porad dr. Google’a ma same negatywne konsekwencje. Jest też wiele plusów. Przede wszystkim sieć daje możliwość poznania się ludzi cierpiących na tę samą chorobę, co zwłaszcza w przypadku schorzeń ciężkich i przewlekłych jest niezwykle istotne. Wsparcie społeczne jest kluczowe dla zachowania zdrowia. Psycholog James House przebadał 2754 dorosłych mieszkańców Tecumseha w stanie Michigan. Jak się okazało, u tych, którzy mieli dobrze rozwinięte bliskie więzi i udzielali się społecznie, wskaźnik umieralności był 2,5 razy niższy niż u tych, którzy prowadzili żywot samotników.

Prawdopodobnie ci, którzy znajdują wsparcie w serwisach zdrowotnych, szybciej wracają do pełni sił, a w przypadku chorób nieuleczalnych – prędzej następuje faza akceptacji po usłyszeniu rozpoznania. Tym zapewne podyktowana jest rosnąca popularność serwisów zdrowotnych.

Po drugie, sieć daje możliwość zdobycia informacji, także tych dobrze służących naszemu zdrowiu. Za jej pośrednictwem docieramy do tabel kalorycznych, artykułów poświęconych diecie, zdrowemu stylowi życia lub do informacji o lekach. Jest coś jeszcze: zdaniem psychologów kluczowe dla dobrego samopoczucia w walce z chorobą jest tzw. poczucie koherencji, czyli przeświadczenie, że świat wokół mnie jest zrozumiały, a ja mam wpływ na zachodzące w nim procesy. Składniki poczucia koherencji to właśnie poczucie sensowności i zrozumiałości świata, a także sterowalności tym światem. I to właśnie daje pacjentom Internet. Lekarz nierzadko nie ma czasu, by wyjaśnić, na czym polega choroba, jakie będą jej konsekwencje, jak wygląda leczenie, skutki uboczne. Człowiek chory, bez wiedzy, czuje się jak dziecko we mgle. Traci poczucie koherencji, a to utrudnia proces leczenia.

Dlatego dr Google nie jest wcale taki do gruntu zły. Ale, podobnie jak wszystkiego, trzeba go używać z umiarem.

Gdy masz kontakt z cyberchondrykiem

Staraj się mu uświadomić, że internetowa diagnoza może nie być właściwa. Zachęcaj, by udał się do lekarza. Uaktywnij w pacjencie racjonalne ja: „Jako rozsądny i wykształcony człowiek na pewno pan rozumie, że taką diagnozę może postawić jedynie lekarz, choć to bardzo dobrze, że szukał pan informacji w sieci: do lekarza zawsze lepiej iść przygotowanym”.

Uspokajaj, gdy masz styczność z osobą, która jest przerażona internetową diagnozą. Nie wyśmiewaj, nie bagatelizuj. Ten człowiek naprawdę jest przekonany o swojej ciężkiej chorobie!

Doradzaj zawsze pacjentowi, aby w sposób odpowiedzialny kupował leki. Cyberchondrycy często nie zdają sobie sprawy z faktu, że parafarmaceutyki lub suplementy też wywołują skutki uboczne, np. ich nadmierna ilość jest obciążeniem dla wątroby.

Czy jesteś cyberchondrykiem?

  1. Za każdym razem, gdy tylko gorzej się poczujesz, pędzisz do komputera, żeby sprawdzić, co o podobnych objawach piszą w sieci.
  2. Gdy wyłączasz komputer po przestudiowaniu kilku artykułów i postów z forum, czujesz się znacznie gorzej niż wcześniej.
  3. Z każdą kolejną minutą narasta w tobie przekonanie, że ze stuprocentową pewnością cierpisz na opisane w necie schorzenie. Identyfikujesz u siebie kolejne objawy i dziwisz się, że lekarz rodzinny wcześniej nie zwrócił uwagi na te oczywiste symptomy.
  4. Do lekarza idziesz z gotową diagnozą i niemalże podsuwasz mu pod nos rozpiskę z nazwami i dawkami leków. Wiesz doskonale, co ci jest, a on jedynie ma przepisać potrzebne farmaceutyki.
  5. Mimo zapewnień lekarza, że nie cierpisz bynajmniej na schorzenie opisane w sieci, kompletnie mu nie wierzysz. Sądzisz, że jest niekompetentny. Już planujesz wizytę u innego specjalisty – i oczywiście zamieszczenie postu na temat niedouczonego konowała na jakimś forum.

Im więcej odpowiedzi „TAK”, tym większe prawdopodobieństwo, że cierpisz na cyberchondrię!

Bezprzewodowa medycyna przyszłości

Dr Google to amatorskie oblicze medycyny w sieci. Telemedycyna – to coś zupełnie innego. Świetnie sprawdza się w USA; w Europie największe osiągnięcia w tej dziedzinie mają Włochy. Jak to wygląda w praktyce? Pacjent ma w domu komputer z kamerą, mikrofonem, głośnikami i specjalistyczne urządzenia czujnikowe (mogą np. mierzyć temperaturę, ciśnienie, tętno – podobna technologia diagnozy na odległość stosowana jest od lat w trakcie załogowych lotów kosmicznych). Zamiast tradycyjnej wizyty lekarz i pacjent odbywają krótką telekonferencję, podczas której lekarz monitoruje wszystkie dostępne parametry, wydaje zalecenia, a pacjent radzi się, mówi o swoich odczuciach.

Tego typu udogodnienie bardzo przyda się zwłaszcza tam, gdzie dostęp do lekarzy jest utrudniony (np. daleko na wsi, w górach), a także w przypadku pacjentów w trakcie rekonwalescencji i rehabilitacji, którzy muszą być pod stałą kontrolą lekarza. Dzięki telemedycynie, zamiast siedzieć całymi miesiącami w szpitalu, będą mogli dochodzić do zdrowia w domu, co korzystnie wpłynie na ich samopoczucie, proces zdrowienia i... budżet NFZ.

Kiedy takie cuda będą możliwe? Na razie w lutym tego roku odbyła się w Polsce konferencja Telemedycyna i targi Intertelecom. Swoje produkty pokazali producenci oprogramowania i urządzeń, można było obejrzeć m.in. system nawigacji dla osób niewidomych i odzież monitorującą podstawowe parametry życiowe.

W Polsce trwają prace nad programem domowej rehabilitacji kardiologicznej dla osób po zawale lub operacjach serca. Być może więc bezprzewodowa medycyna przyszłości szybko trafi pod strzechy...

Jagna Kaczanowska;

psycholog

„Farmacja i Ja”, lipiec/sierpień 2010

Komentarze czytelników (0)

Dodaj komentarz

« poprzedni Psychologia (26 z 62) następny »
« poprzedni Psychologia (26 z 62) następny »

Mapa farmaceutów

Masz aptekę,
hurtownię leków?
Dodaj swoją llokalizację
na naszej interaktywnej
mapie.

Wyślij e-kartkę...

swojej rodzinie,
znajomym, bliskim
i współpracownikom...
a może nam?

Kalendarz farmaceuty

ważne informacje dla farmaceutów,
kierowników aptek, właścicieli...

Napisz do nas jeśli...

  • chcesz zostać współpracownikiem
    naszego magazynu,
  • masz uwagi jakie zmiany
    wprowadzić,
  • możesz zaproponować
    tematy do kolejnych numerów.
Czekamy na Wasze listy!
1 2 3 4
  • Praca
  • Awanse
  • Ogłoszenia
  1. Awanse farmaceutów
    Wiesz o jakimś awansie, podziel się z nami tą informacją i napisz do nas.
  1. Apteka w Łęczycach zatrudni Technika Farmacji
    84-218 łęczyce, ul. Długa 15b woj. pomorskie, pow. Wejherowo proszę o kontakt tel. 606367725 godziny otwarcia:...
  2. Apteka w Katowicach zatrudni Technika Farmacji, Magistra Farmacji
  3. Apteka M&M w Radziejowie (woj.kujawsko-pomorskie) pilnie zatrudni kierownika apteki
Zobacz wszystkie ogłoszenia
Chcesz zamieścić ogłoszenie - napisz do nas.

Polecane produkty