Psychika po zawale
Kto siebie nie lubi...
...ten, zamiast śmiało iść przez życie, drobi niepewnym kroczkiem, jakby trzymany na niewidzialnej smyczy. To, co o sobie myślimy, może dodawać nam...
Naświetlanie w Skandynawii
Czy wiesz, że w krajach skandynawskich w okresie zimowym jest zalecane korzystanie z solariów? Ma to zapobiegać objawom depresji wynikających z braku światła dziennego.
Konflikty – ludzka rzecz
Nie sposób ich uniknąć. Możemy jednak wybrać sposób, w jaki je rozwiążemy. Tam, gdzie spotykają się ludzie, musi dochodzić do konfliktu. Jeśli...
Choroby kardiologiczne, a zwłaszcza zawał serca, są źródłem ogromnego stresu. Często pojawiają się niespodziewanie i zmuszają do przeorganizowania całego życia. Uważa się, że czynniki psychologiczne są niezwykle istotne przy powstawaniu choroby wieńcowej. Nie mniejsza jest także rola psychiki w procesie zdrowienia.
Zarówno sam pacjent, jak i jego bliscy powinni więc, oprócz farmakoterapii, diety, zdrowego stylu życia, zadbać i o stan ducha. Rozmowa z psychologiem jest ważnym składnikiem leczenia w wielu placówkach przyjmujących zawałowców. W niektórych ośrodkach pomoc takiego specjalisty jest dostępna także po zakończeniu hospitalizacji. Jednak najczęściej musimy o ten jakże istotny w rekonwalescencji element zatroszczyć się sami. Jak pomóc partnerce/partnerowi po zawale? I jak w tym wszystkim zadbać także o siebie?
Dlaczego ja?
Zacznijmy od wyjaśnienia zmian, jakie zachodzą w obrazie własnej osoby i całego życia u kogoś, kto miał zawał serca. To poruszające, nieraz traumatyczne przeżycie. Chory zdaje sobie nagle sprawę z tego, że może umrzeć. Na co dzień nikt z nas nie myśli w ten sposób – zawsze się nam zdaje, że ciężkie choroby, śmierć dotyczą innych – nie nas. Teraz konfron-tujemy się ze świadomością, że nasze życie też może się skończyć, i to nagle. Albo – że może odejść ktoś, kogo kochamy. Bardzo trudno jest się pogodzić z taką myślą i ją zaakceptować.
Gdy stan zdrowia się poprawia, zaczynają się rozmowy z lekarzami. Na standardowe: „To będę zdrowy/zdrowa?” doktorzy odpowiadają: „Tak, ale…”. I za tym „ale” kryją się zalecenia, by zmienić swoje życie, nieraz całkowicie! Koniec z ciężką pracą fizyczną, siedzeniem w biurze po godzinach, trzeba schudnąć, zacząć uprawiać sport, rzucić palenie… Okazuje się, że wyjść z zawału – to dopiero początek. Pojawia się pytanie: „Jak ja teraz będę żyć?”. To budzi lęk.
Badania pokazują, że wszyscy pacjenci tworzą coś, co psychologowie nazywają poznawczą reprezentacją choroby. Jest to obraz własnej choroby, to, co o niej myślimy, jak powstała. Jak właściwie wygląda to moje serce, tętnice, aorty – tam w środku? Co właściwie się wydarzyło? Co będzie dalej? Bardzo istotne jest, by siebie samego postrzegać jako twórcę, może nie głównego, ale jednak tego obrazu. Bo jeśli myślę: „No cóż, nie oszczędzałem siebie, te papierosy, tłuste jedzenie, siedząca praca…”, to znaczy, że widzę receptę na wyjście z kłopotów. Wiem, że dysponuję narzędziami, które pozwolą mi opanować kryzys, wyzdrowieć i być może przeżyć długie lata w świetnej kondycji. Najgorzej jest przyjąć myślenie fatalistyczne: „To wina genów, nic się nie da zrobić…”. Takie podejście jest demotywujące, nie sprzyja rekonwalescencji.
Zdaniem psychologów człowiek może postrzegać chorobę jako zagrożenie („Boże, co teraz będzie! Stracę pracę, jak się utrzymamy?”, „Kończy się moje życie, teraz już tylko sanatorium, tarta marchewka, nie chcę tak!”), krzywdę („Dlaczego ja?”, „Inni są zdrowi, mają zdrowe geny, a ja? To niesprawiedliwe!”) albo wyzwanie („Źle się stało, ale ja nie dam się głupiemu zawałowi”, „Jeśli będę się stosować do zaleceń lekarzy, na pewno wyjdę z tego”). Oczywiście najlepsze jest to ostatnie podejście. Warto zadbać o to, by wytworzyć je w pacjencie kardiologicznym, z pewnością pomoże mu to szybciej wrócić do zdrowia.
Krajobraz po zawale
Po szoku, czyli zawale i diagnozie, następuje adaptacja. Przechodzi w trzech fazach. W ramach pierwszej pacjent poszukuje znaczenia tego, co wydarzyło się w jego życiu: szuka przyczyn, przewartościowuje dotychczasowe życie („Najważniejsze jest zdrowie”, „Liczy się rodzina, a nie pieniądze”). Może to trwać od kilku dni do kilku tygodni. Faza druga to powolne (do kilku miesięcy) odzyskiwanie utraconego poczucia kontroli nad swoim ciałem i życiem („Zadbam o siebie i na pewno nic podobnego więcej się nie wydarzy”). Ostatnia faza – do około roku po zawale – to budowanie nowego poczucia własnej wartości – chodzi o to, by polubić swoje nowe życie („Właściwie to dobrze się stało… Wyszedłem z tego obronną ręką, a na dodatek mam więcej czasu dla żony, dzieciaków, zacząłem pływać. Najadłem się strachu, ale teraz widzę same plusy tej sytuacji”). Jak wynika z badania przeprowadzonego w 1991 roku z udziałem 24 polskich pacjentów po zawale serca (Wawak–Sobierajska, 1991), mniej skutecznie wracamy do równowagi po chorobie niż np. pacjenci amerykańscy. Najgorzej radzimy sobie w ostatniej fazie adaptacji poznawczej: o ile polscy zawałowcy skutecznie odzyskują kontrolę nad swoim losem, o tyle jakoś nie potrafią przystosować się i odnaleźć dobrych stron życia po zawale… Aż jedna trzecia z nich cierpi z powodu obniżonej samooceny. Uważają, że na skutek choroby więcej stracili, niż zyskali. A to nie sprzyja wcale powrotowi do zdrowia.
Zdaniem naukowców zajmujących się koncepcjami stresu psychologicznego (Folkman i Moskowitz, 2000, 2006), właśnie radzenie sobie z sytuacją stresową (także chorobą) skoncentrowane na znaczeniu odgrywa główną rolę w powrocie do równowagi po zawale. Chodzi o to, by zdarzeniu, jakim jest zawał serca, który – nie ukrywajmy – jest sam w sobie nieszczęściem – nadać wartość pozytywną. Postawić znak plus zamiast znaku minus. To zadanie i dla pacjenta, i dla jego rodziny, a zwłaszcza – partnera lub partnerki. Jak tego jednak dokonać?
- Wspierać chorego w dokonywaniu życiowych zmian. Ale nie na zasadzie: „Ty, kochanie, nie będziesz jeść kotleta, masz tu sałatkę”. Trzeba towarzyszyć w tych zmianach. Zrobić rodzinną naradę, porozmawiać o tym, co się stało, by wspólnie dojść do wniosku: „Nie żyliśmy zdrowo. Teraz wszyscy postaramy się coś zrobić, by zachować zdrowie”. Zacznijcie wspólnie gotować posiłki, pamiętając, że zdrowo to nie znaczy niesmacznie. Wybierzcie jakiś sport, który razem chcecie uprawiać. Wcale nie chodzi o to, by człowiek po zawale katował się nudną gimnastyką, której nie cierpi. Warto pomyśleć: co zawsze chciałem/chciałam robić, ale nigdy nie starczało mi czasu? Grać w tenisa? Pływać? Tańczyć? Teraz jest świetny moment. Nauczę się, będę robić to z radością i zyskam zdrowie!
- Znaleźć korzyści w tym, co się stało. Chory często sam nie potrafi ich dostrzec, zwłaszcza jeśli postrzega zawał w kategoriach krzywdy lub zagrożenia. Partner może być wtedy przewodnikiem, który wskaże, że możliwe są i inne punkty widzenia… Można prezentować je, ale nie na zasadzie wykładu, raczej: „Ale fajnie, że teraz nie bierzesz nadgodzin… Wiesz, to było moje marzenie, że będziemy tak sobie wieczorami oglądać film”. Znalezienie jakiejś pasji – np. sportowej – łączącej partnerów to także element tej samej układanki.
- Celebrować radości dnia codziennego. Zamiast gonitwy, która do tej pory towarzyszyła naszemu życiu, warto nauczyć się przystawać, rozglądać, cieszyć chwilą. Ładnie podawać posiłki, jeść je wspólnie, rozmawiając. Robić sobie i partnerowi, dzieciom przyjemności, kupować drobne prezenty: kwiatek, płytę, książkę. To rada uniwersalna: dla zawałowców i dla ich bliskich.
- Dostarczać informacji. Wszystkie konstruktywne strategie radzenia sobie z chorobą bazują na wiedzy. Trzeba się skonfrontować z tym, co się stało, nie można tego unikać. Ale znowu: nie ma sensu robić zawałowcowi lekcji. Lepiej dostarczać informacji i pozostawiać wybór. „Zobacz, kupiłam/kupiłem książkę. Bardzo ciekawa, wierz mi! Może chcesz zajrzeć?”.
- Pomagać w wyrażaniu emocji. Choroba, a zwłaszcza nagłe, dramatyczne zdarzenie jak zawał, niesie ze sobą morze emocji. Najczęściej negatywnych (strach, wściekłość, żal, rozczarowanie), ale i pozytywnych – bywa, że pacjenci po zawale robią się bardzo wrażliwi, co ich samych nieraz denerwuje: płaczą na filmach, łatwo się wzruszają… Niedobrze jest dopuszczać, by te emocje się gromadziły bez żadnej kontroli. To grozi wybuchem, a to jest przykre dla otoczenia, a może być niebezpieczne i dla pacjenta. Dobrze jest rozładowywać te uczucia, po prostu – rozmawiając. To jeden z najlepszych i najłatwiejszych sposobów ekspresji emocji. Partner może w tym pomóc, zaczynając dyskusję na jakiś temat: Jak myślisz, dlaczego tak się stało? A co wtedy czułeś/czułaś? A jak było w szpitalu? A teraz co czujesz? Jak mogę ci pomóc? Chorym, którzy mają artystyczne zacięcie, dobrze zrobią inne formy ekspresji: malowanie, rzeźbienie, pisanie… Takie zajęcia mają naprawdę terapeutyczny wpływ.
- A najlepiej działa… miłość, świadomość, że obok są ludzie, dla których chce się żyć i którzy chcą, byśmy i my żyli jak najdłużej. Partner, rodzina, przyjaciele. Taka świadomość, że mamy na kogo liczyć w nieszczęściu, naprawdę dodaje skrzydeł. I zdrowia!
URODZENI DO ZAWAŁU?
Już w latach 50. ubiegłego wieku opracowano teorię psychologiczną, która tłumaczy charakterologiczne aspekty ryzyka zawału serca. Otóż w myśl tej teorii (autorstwa Friedmana i Rosemana) ludzie, którzy zachowują się w określony sposób, są bardziej narażeni na schorzenia kardiologiczne, a w konsekwencji – na zawał serca. Ten Wzór Zachowania A ma trzy główne cechy:
1. dążenie do współzawodnictwa, silna potrzeba rywalizacji, wygrywania, osiągnięć;
2. zaangażowanie w pracę;
3. szybkość wykonywania zadań, brak cierpliwości.
W licznych badaniach dowiedziono, że WZA jest tak samo miarodajnym predyktorem zawału, jak... poziom „złego” cholesterolu. Nie znaczy to oczywiście, że każda osoba, u której stwierdzono WZA, dostanie zawału, do tego dochodzą oczywiście czynniki sytuacyjne, genetyczne predyspozycje, styl życia... Nie zmienia to jednak faktu, że w badaniach (Sheridan, Radmacher, 1998) na 257 osób z zawałem serca aż u 178 zdiagnozowano WZA.
Strach pomaga zdrowieć?
Lęk zawsze towarzyszy zawałowi i rekonwalescencji po nim. Często się nam zdaje, że niedobrze jest się bać. Staramy się więc zrobić wszystko, by wyeliminować strach z życia swojego i naszych bliskich po zawale… O tym jednak, że może to być strategia szkodliwa, mogą świadczyć wyniki badań przeprowadzonych wśród pacjentów z nadciś-nieniem tętniczym samoistnym (Heszen–Niejodek, 1995 r.). Badanych podzielono na trzy grupy, kryterium był poziom przeżywanego przez nich lęku. W grupie środkowej (średni poziom lęku) aż 2/3 pacjentów stosowało się do zaleceń lekarskich; wyniki te były znacznie gorsze w dwóch pozostałych grupach: chorych z bardzo wysokim i bardzo niskim poziomem lęku. Duży strach powoduje poczucie, że człowiek nie jest w stanie poradzić sobie z zaistniałą sytuacją, sprostać jej – zaczyna więc stosować strategię unikową, nie konfrontuje się ze swoją chorobą, stara się udawać, że jej nie ma. Mały strach sprawia, że choroba jest bagatelizowana… U zawałowca dobrze jest więc dążyć do obniżenia poziomu lęku, ale tylko trochę – by nie doprowadzić do sytuacji, w której uzna on, że w zasadzie nic się nie stało i nie ma się czym przejmować…
Jagna Kaczanowska, Psycholog
Piśmiennictwo:
1. Heszen I., Sęk H., Psychologia zdrowia, Wyd. Naukowe PWN, Warszawa 2008. 2. Strelau J. (redakcja), Psychologia. Podręcznik akademicki, tom 3, wyd. GWP, Gdańsk 2000. 3. Wrześniewski K., Choroba niedokrwienna serca. Psychologiczne aspekty leczenia i zapobiegania, wyd. GWP, Gdańsk 2004.
"Farmacja i Ja", luty 2011
- Ostatnio dodane
- Najczęściej czytane
-
Kawa jednak na zdrowie
Picie do czterech filiżanek kawy dziennie poprawi zdrowie i zapobiegnie wielu chorobom - wynika z amerykańskich... - Polska nisko w rankingu usług medycznych
- Nieubezpieczony odpowie za nienależne świadczenie
- Leczenie farmakologiczne i alternatywne ChAD
- Poradnik do diety bezglutenowej
-
Badanie czytelności ulotek farmaceutycznych
Resort zdrowia określił zasady, na podstawie których będzie można zbadać, czy treść informacji dołączonych do... - Nowa metoda operacji kręgosłupa w Toruniu
- Pseudoefedryna – skuteczna, gdy używana z rozwagą
- Katar „zatokowy” czy zapalenie zatok przynosowych?
- Termometry. Które są najlepsze dla dzieci?
- Praca
- Awanse
- Ogłoszenia
-
Awanse farmaceutów
Wiesz o jakimś awansie, podziel się z nami tą informacją i napisz do nas.
-
Apteka zatrudni technika i magistra farmacji
Apteka w Janowie Lubelskim i w Nałęczowie zatrudni magistra farmacji oraz technika farmaceutycznego.CV prosimy... - Apteka w Łęczycach zatrudni Technika Farmacji
- Apteka w Katowicach zatrudni Technika Farmacji, Magistra Farmacji
Chcesz zamieścić ogłoszenie - napisz do nas.




