Serwis farmaceutyczny
szukaj w farmacjaija.pl


Apteki świata

Boliwia. Morales i uzdrowiciele

- 2011-11-03
Boliwia. Morales i uzdrowiciele Powieksz
Na ulicach La Paz

Szwajcaria. Szwajcarska dokładność

Aptekarz ma prawo i obowiązek zapisać dane osobowe pacjenta, zaś pacjent ma prawo i obywatelski obowiązek zdecydować o losach apteki. W...

Jesienne przeziębienia

Ze statystyk wynika, że corocznie w okresie jesiennym co czwarty Polak łapie przeziębienie

Austria: konsultacje przede wszystkim

Jest coś higienicznego w austriackiej  mentalności. Ulice czyste niczym apteczne półki, ukwiecone domy, Mozart serwowany mlecznym krowom, wreszcie...

W miastach wyrastają błyskawicznie centra ze stali i szkła, zaopatrzone we wszystko, czego dusza zapragnie. W górach są gliniane puebla, do których można dotrzeć tylko łódką. Klimatyzowane domy i lepianki bez prądu i wody. Nowoczesne leki i mikstury szamanów. To jest Boliwia.


W Boliwii funkcjonują setki aptek publicznych. Prowincjonalne nie są zbyt dobrze zaopatrzone, ale w miejskich można zrealizować niemal każdą receptę lub kupić leki OTC, również znanych producentów, ponieważ spora część oferowanego asortymentu pochodzi z importu. Generalnie sieć aptek jest stosunkowo dobrze rozwinięta, a jednak sytuacja w miastach i na prowincji jest mocno zróżnicowana. Większość aptek mieści się oczywiście w najważniejszych miastach kraju – w La Paz i Sucre – oraz w stolicach departamentów, na które kraj dzieli się administracyjnie. Lokalna prasa podaje też co tydzień wykazy „farmacia de turno” – placówek dyżurujących w miastach nocą i w niedziele.

W mieście obłożnie chory może wezwać taksówkę i powierzyć kierowcy receptę. On ją zrealizuje i przywiezie leki. Idylla? Pozornie. Jeszcze pięć lat temu 77% obywateli Boliwii pozbawionych było dostępu do jakichkolwiek usług medycznych – prywatnych i publicznych. Na te obszary wysyłano mobilne drużyny medyczne. Każda z czteroosobowych Brigades, jak je nazwano, obsługiwała 40-50 miejscowości, wykonując rundę po powierzonym obszarze w ciągu 20-25 dni.

Na obszarach wiejskich, na których za dystrybucję leków odpowiedzialni są członkowie Lokalnych Komitetów Zdrowia (w 1999 r. jeden farmaceuta z cenzusem przypadał na 100 tys. mieszkańców!), zaczęto wprowadzać programy edukacyjne, których efektem miała być zmiana stosunku do klientów, zwłaszcza kobiet. Zgodnie z pokutującymi normami kulturowymi, kobiety zajmują wciąż niższą pozycję społeczną niż mężczyźni. Bo Boliwia, oficjalnie Wielonarodowe Państwo Boliwii (Estado Plurinacional de Boliwia) jest krajem przeciwieństw i jednocześnie najbiedniejszym w Ameryce Łacińskiej, w którym PKB według parytetu siły nabywczej na mieszkańca wynosi 4,8 tys. dolarów amerykańskich (CIA Factbook, 2011).


W świetle statystyk

Boliwijski wskaźnik PKB jest postrzegany jako alarmistyczny, choć w żaden sposób nie odzwierciedla, jak mocno zróżnicowane są dochody w społeczeństwie. Patrząc na tamtejszy system ochrony zdrowia przez pryzmat aptek, łatwo zauważyć, że głównym problemem nie jest ani ich demograficzna, ani nawet geograficzna dostępność (mimo bardzo nieprzyjaznej konfiguracji terenu). Kluczowe znaczenie mają bieda i zakorzenione tradycje.

Pierwszy z tych czynników powoduje, że owych 77% obywateli, o czym na forum WHO mówiła była minister zdrowia dr Nile Heredia (2006 rok), nie stać ani na zakup leków, ani tym bardziej na wizytę u lekarza, który by je przepisał. Drugi czynnik sprawia, że żyjące wciąż z dala od cywilizacji plemiona (wysoko w Andach lub w tropikalnych puszczach) współczesne praktyki medyczne i farmaceutyki postrzegają jako coś obcego. Nie ufają lekarzom, którym trzeba płacić, ani aptecznym lekom. W razie dolegliwości wolą się zwracać o poradę do szanowanych w ich społecznościach uzdrowicieli (nazywanych: yatiri, curandero, naturista oraz kallawaya), i stosować przygotowane przez nich specyfiki.

Od 1982 r., gdy skończyła się dyktatura wojskowa, a rządy przejęli w pełni demokratycznie wybierani prezydenci, mozolnie reformuje się wielkie systemy publiczne (m.in. zdrwotne, oświatowe) i prowadzi akcje uświadamiające i propagandowe. Jednak mimo finansowego wsparcia ze strony międzynarodowych organizacji, ofiarnej pracy misjonarzy (prowadzone przez Kościół katolicki placówki zdrowia obejmują swoją opieką ok. miliona osób – 10% populacji) i wolontariuszy, skuteczność podejmowanych wysiłków, zwłaszcza w dziedzinie ochrony zdrowia, była niewielka.

Za ten brak postępów pod koniec XX w. winą można obarczyć powoływane do zarządzania publicznymi systemami ludowe komitety do spraw: zaopatrzenia w żywność, edukacji, zdrowia... Przy szalejącej korupcji i coraz silniejszym uzależnianiu społeczeństwa od narkotykowych karteli dyletancka działalność takich ciał nie wystarczała do przeprowadzenia poważniejszych zmian.

Dopiero wydarzenia ostatnich lat ożywiły zainteresowanie mediów i stały się przedmiotem gorących politycznych komentarzy. Dzieje się tak za sprawą Evo Moralesa, piastującego urząd prezydenta od 2006 r., już drugą kadencję. Pod jego rządami szczepienia ochronne przed żółtą febrą i odrą oraz akcje dożywiania zyskały rangę akcji państwowych. Konstytucyjnie zagwarantowano kobietom w ciąży oraz opiekującym się dziećmi do drugiego roku życia wypłatę zasiłków (program „Juana Azurduy”), pod warunkiem poddawania się systematycznie badaniom przed porodem i po porodzie.

Takie kroki owocują rzecz jasna wzrostem prezydenckiej popularności, ale w kraju nadal szaleje bezrobocie, a 51% populacji stanowią analfabeci. 35% populacji zamieszkuje tereny wiejskie, często trudno dostępne, usytuowane wysoko w Andach bądź w równikowych lasach. Nawet świadomość przysługujących im praw jest znikoma.

Od 1985 r. trwa w Boliwii reorganizacja systemu ubezpieczeń. Korzystając ze wsparcia United States Agency for International Development (Amerykańskiej Agencji ds. Rozwoju Międzynarodowego, USAID) powołano wówczas Prosalud, instytucję odpowiedzialną za świadczenie i finansowanie usług zdrowotnych na podstawowym i średnim poziomie. Z placówek sieci Prosalud korzysta dzisiaj ok. 600 tys. osób (6% populacji).

Intencją prezydenta Moralesa jest objęcie usługami zdrowotnymi warstw społecznych o średnich i niskich dochodach oraz sprawiedliwy rozdział publicznych pieniędzy wydawanych na ochronę zdrowia. Z analiz Banku Światowego wynika, że jak na razie udział boliwijskiej elity ekonomicznej w publicznych wydatkach na zdrowie przewyższa znacznie udział obywateli o najniższych dochodach. Najbiedniejsi (20% społeczeństwa) korzystają zaledwie z 4% środków, zaś najbogatsi – niemal z 50% środków asygnowanych przez władze na ochronę zdrowia.


Operacja Cud

W 2006 r. Boliwia, podobnie jak Wenezuela, podpisała oryginalny kontrakt na usługi medyczne z Kubą. Ta akcja, jak żadna inna, zyskała nie tylko medialny, lecz także silny społeczny oddźwięk. W Boliwii (tak jak w Wenezueli) pojawili się wówczas kubańscy lekarze i pielęgniarki. Koszty ich pracy pokrywa rząd Fidela Castro, więc świadczona pomoc i dostarczane leki są dla Boliwijczyków bezpłatne.

Program określany jest mianem Boliwijskiej Alternatywy wobec Ameryki (ALBA) albo Operacją Cud (Operación Milagro). Uczestniczy w nim blisko 2 tysiące osób – personelu medycznego z Kuby. Wraz z boliwijskimi kolegami, którzy godzą się na pracę w trudnych warunkach i za niewielkie wynagrodzenie, prowadzą 20 szpitali i 11 klinik specjalizujących się w leczeniu wzroku. Według raportów Zespołu Koordynującego ALBA, w roku 2007 w ramach Operación Milagro udzielono pomocy blisko 3 mln Boliwijczyków.

W tym samym czasie 59 Brigades objęło działalnością ponad 400 tys. mieszkańców miasteczek i wsi o najwyższym wskaźniku biedy. W następnym roku – jak podawała stacja BBC – liczba udzielonych przez kubańskich lekarzy porad wzrosła do 9 mln (wynik Brigades: 1,6 mln usług medycznych). Według danych rządowych za rok 2009 w ramach Operación Milagro wykonano 260 tys. bezpłatnych operacji oczu.

Zdania na temat kubańskiej pomocy są podzielone. Opozycja polityczna, nie bez słuszności, dopatruje się w nich działań propagandowych reżimu Castro. Przedstawiciele miejscowych środowisk zawodowych zarzucają przybyszom niekompetencję i demoralizujący wpływ na społeczeństwo. „Kolegium Lekarskie odrzuca obecność Kubańczyków, ponieważ pokazują, że można wykonywać pracę w nieodpowiednich warunkach i bez wynagrodzenia” – objaśniał w 2009 r. amerykańskiemu dziennikarzowi postawę boliwijskich lekarzy Godofredo Reinicke, były rzecznik praw obywatelskich z położonego w tropikalnej strefie miasteczka El Chapare.

Burmistrz tego miasteczka, w którym działa jedna z pierwszych kubańskich misji, po kilku latach kontaktów nie dostrzegał żadnych niebezpieczeństw. „Kubańczycy są dobrze przyjmowani przez tych, którzy odwiedzali ich jako pacjenci – twierdził. – Ja ich przyjmuję chętnie, bo przynoszą to, czego ludzie potrzebują”. A potrzeby musiały być ogromne, skoro zespół miejscowego szpitala złożony z 62 lekarzy z Kuby i 72 osób personelu medycznego z Boliwii przyjmował w ciągu roku 30 tys. pacjentów. W szpitalu przeprowadzono ponad 400 operacji.

Niesprawiedliwej redystrybucji publicznych środków towarzyszy chroniczny niedobór kadr i infrastruktury. Według danych Banku Światowego, w połowie minionej dekady wskaźniki liczby personelu medycznego były w Boliwii dwukrotnie niższe od średniej dla całej Ameryki Łacińskiej. Ówczesne potrzeby kadrowe szacowano przynajmniej na 8500 lekarzy i pielęgniarek, o farmaceutach nawet nie wspominając. Jak widać, prezydent Morales próbuje różnych dróg, aby poprawić sytuację. Wysyłanie w teren Brigades i przyjęcie Kubańczyków to działania doraźne. Perspektywiczne znaczenie ma rozwój szkolnictwa. Strategia długofalowa zaowocowała już uruchomieniem 15 szkół kształcących farmaceutów. Zgodnie z rządowymi planami, ich absolwenci będą sukcesywnie zastępować lub wspierać amatorów rekrutowanych dotychczas przez Lokalne Komitety Zdrowia.


­Półki z indiańskimi lekami

Szczególne znaczenie ma wprowadzony do konstytucji 2009 r. zapis o wykorzystaniu wiedzy i praktyki przodków. Jego konsekwencją jest gwarancja stosowania miejscowych leków i ochrony wiedzy o nich jako elementu narodowej kultury. Nie chodzi bowiem o leki produkowane przez rodzime firmy farmaceutyczne, ale o preparaty wykonywane z naturalnych surowców, według receptur znanych jedynie wąskiej grupie wędrujących po Andach uzdrowicieli Kallawa (médicos Kallawaya).

­Pierwszy krok uczyniono w tym roku, otwierając dwie pilotażowe apteki „międzykulturowe” w Orinoca, w południowo-zachodniej prowincji Oruro, i w Patacamaya, w północno-zachodniej prowincji La Paz. Będą w nich sprzedawane uniwersalne leki, produkowane we współczesnych fabrykach, jak również tradycyjne ziołowe preparaty kallawaya.

Podczas uroczystego otwarcia minister zdrowia Ramiro Tapia powiedział, że to początek wysiłków na rzecz rozpowszechniania tradycyjnych środków w aptekach całego kraju. Z rąk przedstawiciela uzdrowicieli minister otrzymał słoiczek wyciągu z kozłka lekarskiego, środka kojącego nerwy.

Eduardo Fernandez, przewodniczący Boliwijskiej Federacji Lekarzy Tradycyjnych, poinformował, że naturalne środki znane indiańskim uzdrowicielom mogą być z powodzeniem stosowane przy leczeniu dolegliwości dróg oddechowych, płuc, przewodu pokarmowego, układu nerwowego, narządów wzroku, ruchu i wielu innych. Na półkach pilotażowych aptek znalazło się 40 indiańskich specyfików. Docelowo będzie ich 2 tys.

Konsekwencją promocji tradycyjnego ziołolecznictwa będzie także kształcenie farmaceutów w zakresie okrytej dotychczas tajemnicą wiedzy uzdrowicieli. Pod auspicjami ministerstwa zdrowia powstaną również sklepy zielarskie, bank nasion oraz placówka badawcza, w której będą poznawane i uprawiane miejscowe rośliny lecznicze. Ekipa Moralesa chce, aby po nasyceniu miejscowego rynku rozpocząć eksport ziołowych indiańskich medykamentów.

Ekonomiści są pełni wątpliwości, czy interwencjonistyczna polityka, której hołduje Morales, nie zahamuje prywatnych inwestycji krajowych i zagranicznych, a brak doświadczeń ekipy rządzącej nie doprowadzi do niedoinwestowania upaństwowionego przemysłu paliwowego, elektrycznego i telekomunikacyjnego. Jeśli jednak społeczne manewry Moralesa się powiodą, były trębacz i plantator koki, a teraz charyzmatyczny przywódca, przejdzie do historii jako „wielki uzdrowiciel” boliwijskiego ludu.




Od cyny do kokainy
Boliwia przestała być kolonią hiszpańską w 1825 r., niezawisłość od Peru wywalczyła w 1884 r., ale wypełniony wojnami z sąsiadami proces kształtowania granic trwał do roku 1935. Ustrój prezydencki wprowadzono w 1967 r., lecz rządy wojskowych dyktatorów trwały do roku 1982. Przemiany polityczne nastąpiły w warunkach głębokiego kryzysu ekonomicznego, wywołanego gwałtownym załamaniem na światowych rynkach cen głównego produktu eksportowego – cyny.

Wybrany na prezydenta przywódca rewolucji boliwijskiej Victor Paz Estenssoro prowadził liberalny kurs w gospodarce. Jednak budżetowe cięcia i zamykanie nierentownych kopalń spowodowały zwolnienia i drastyczny spadek dochodów ludności (o 40%). Robotnicy migrowali do amazońskiego regionu Chapare karczowali tam lasy i nasadzali kokę. Doszło do tego, że w latach 1980-1988 stopa wzrostu w rolnictwie wyniosła 24,6%, natomiast plony koki zwiększyły się o 235%. Gospodarka Boliwii uzależniła się od koniunktury w narkobiznesie, zaś do krajowej elity dołączyli najwięksi plantatorzy koki (cocaleros). Z ich grona wywodzi się również dzisiejszy prezydent Evo Morales.

Kallawa – sukcesorzy preinkaskiej cywilizacji
Ich rodzinne strony znajdują się w Andach, w Boliwii, na północ od jeziora Titicaca. Kallawa uważają się za sukcesorów preinkaskiej cywilizacji Tiahuanaco, której apogeum rozwoju przypadło na wiek VIII i IX. Kultywują odziedziczoną po przodkach wiedzę na temat leczniczego stosowania dzikich roślin, substancji zwierzęcych i minerałów. Przypisuje im się odkrycie chininy jako skutecznego środka przeciw malarii i pionierskie stosowanie ekstraktów koki do miejscowego znieczulania pacjentów podczas bolesnych zabiegów. W przeszłości Kallawa pełnili funkcję osobistych lekarzy inkaskich władców.

W 1911 r. jeden z nich uleczył wrodzoną dolegliwość córki brytyjskiego podróżnika, pułkownika Fawcetta, ten zaś opisał ich kulturę i obyczaje w książce „Exploration Fawcett”, w rozdziale „Roof of the World – Calahuayas, the witch doctors of the Andes”.

Po dziś dzień uzdrowiciele Kallawa wędrują systematycznie po górach w poszukiwaniu pożytecznych surowców, z których przygotowują leki. W swoich wędrówkach docierają do odległych zakątków Boliwii, Peru, Argentyny, Chile, Ekwadoru, a nawet Panamy. Każdy z nich łączy funkcje medyka i farmaceuty. W relacjach z pacjentami wykazują holistyczne podejście. Zanim postawią diagnozę i zaproponują leczenie, prowadzą z chorym długą rozmowę i obserwują jego otoczenie. Nierzadko wizytę uzdrowiciela u chorego poprzedza muzyka w wykonaniu grup nazywanych kantu i taniec uzdrowiciela, służący nawiązaniu relacji z naturą. W lokalnych społecznościach (boliwijskie plemiona należące do ludów Ajmara i Keczua stanowią łącznie 60% boliwijskiej populacji) Kallawa otoczeni są wielkim szacunkiem i bezgranicznym zaufaniem. Surowy kodeks moralny i religijny oraz taneczne rytuały sprawiają, że są oni postrzegani jako szamani żyjący w zgodzie z naturą.

Uzdrowiciel ubrany zazwyczaj w wielobarwne, ręcznie tkane wełniane poncho, mimo dostępnych środków nowoczesnego transportu, wędruje pieszo, podpierając się laską. Przez pierś ma przewieszoną skórzaną torbę (khapchos), w której gromadzi lecznicze substancje, talizmany i utensylia. Czasem przerywa wędrówkę, aby odprawić rytuał Pachamama (Matki Ziemi) – modły o zachowanie równowagi w świecie.

Co ciekawe, Kallawa kultywują uchodzący za tajemny język, o którym moglibyśmy powiedzieć, że jest profesjonalnym żargonem. Z niego pochodzą określenia zabiegów i preparatów. Żargon przekazywany jest wraz z wiedzą z pokolenia na pokolenie, jednak w kontaktach z pacjentami Kallawa posługują się językiem hiszpańskim lub lokalnym dialektem. Ich stosunek do nowoczesnej medycyny i farmacji jest pozytywny. Uważają bowiem, że sytuacja może wymagać zastosowania nowoczesnych technik. Zdają sobie sprawę, że środki współczesne działają szybciej, a naturalne wymagają więcej czasu. Kultura ludu Kallawa została objęta ochronnym programem UNESCO.

Acullico – święte żucie
Acullico to praktykowany od wieków przez mieszkańców Andów zwyczaj żucia zwiniętych liści koki. Zawarte w nich substancje pozwalają zwalczać zmęczenie, głód, pragnienie oraz chorobę wysokościową. Te właściwości znane są od kilku tysięcy lat. Picie naparów i żucie świeżych liści jest także związane z rytuałami religijnymi. W 1961 r. ONZ uznało samą kokę za jeden ze środków odurzających, utożsamiając ją z kokainą. Realizując przedwyborcze obietnice, Evo Morales wystosował w 2009 r. list do sekretarza generalnego ONZ Ban-Ki Moona, wzywając do usunięcia zapisów obligujących państwa andyjskie do wytępienia upraw i zwyczaju żucia koki. Pod auspicjami rządu Moralesa wylansowano w 2010 r. napój Coca Brynco. W legalizacji upraw prezydent upatruje szans na ożywienie gospodarki i likwidację szarej strefy, w jakiej obecnie się one rozwijają. Morales podkreśla, że nie popiera produkcji i handlu narkotykami.

Evo Morales
Pierwszy indiański prezydent Boliwii został zaprzysiężony 22 stycznia 2006 r. Aktywny na scenie politycznej od lat 90. XX w. Juan Evo Morales Ayma zyskał w wyborach 54% poparcia przy rekordowej frekwencji sięgającej 85%. Podczas wyborów w 2009 r. społeczne poparcie zwiększyło się do 60%, prowadząc do triumfalnej reelekcji Moralesa.

Reprezentowany przez niego ruch polityczno-społeczny nie jest jednak partią, lecz luźną koalicją różnych ugrupowań, noszących nazwę Movimento al Socialismo (Ruch na rzecz Socjalizmu – MaS). Odwołując się do uczuć autochtonicznej ludności, spychanej przez dziesięciolecia na margines przez garstkę uprzywilejowanych oraz posługując się antyamerykańską retoryką Morales i MaS zdobyli i podtrzymują popularność.

„Wiem, co to znaczy być biednym” – głosi boliwijski polityk w języku Ajmara. Jest bowiem Indianinem z tego ludu, stanowiącego ponad 30% boliwijskiej populacji. Ubiera się w tradycyjne, barwne stroje z wełny alpaki i umie przemawiać do pobratymców.

Boliwia – turystyczne ABC

Boliwia graniczy z Brazylią, Paragwajem, Argentyną, Chile i Peru. Jest krajem lądowym o fascynującym, zróżnicowanym krajobrazie, który tworzą sięgające ponad 6 tys. metrów pokryte lodowcami Andy, tropikalne puszcze i pustynie. Z cudów natury na uwagę zasługują przede wszystkim jeziora: Titicaca i Salar de Uyuni. Pierwsze wypełnia czysta, chłodna woda, drugie jest wyschnięte, a z jego dna wydobywano przez wieki sól. Co ciekawe, oba akweny położone na płaskowyżu Altiplano są częścią jednego rozległego jeziora Ballivián, rozlewającego się tutaj przed tysiącami lat. Miasta i indiańskie wioski wplecione w naturalne otoczenie komponują się z zabytkami wielkiej cywilizacji Inków, kultur preinkaskich oraz kolonialną architekturą, odziedziczoną po hiszpańskich konkwistadorach. Barwnej mozaiki dopełniają żywe obyczaje licznych, autochtonicznych plemion.

Sucre. Wizytę w Boliwii wypada zacząć od konstytucyjnej stolicy, a zarazem wpisanego na listę zabytków UNESCO zespołu urbanistycznego z czasów hiszpańskiej kolonizacji. Miasto leży u stóp Kordyliery Centralnej na wysokości 2700 m n.p.m. Przy rynku wznosi się Casa de la Libertad – dom, w którym w 1825 r. podpisano deklarację niepodległości. XIX-wiecznymi fasadami zachwycają także inne pałace i kamienice, wyznaczające wąskie i kręte brukowane uliczki. Godne uwagi są budynki Uniwersytetu, Biblioteki Narodowej i muzeów, kryjących ciekawe zbiory sztuki, kolekcje antropologiczne i etnograficzne. Perłą architektury jest XVI-wieczna katedra, ale również inne, liczne tutaj kościoły niewiele ustępują jej atrakcyjnością.

La Paz. Siedziba boliwijskich władz, administracyjna stolica kraju leży jeszcze wyżej. Ba, jest najwyżej położoną stolicą na świecie. Ulice La Paz oplatają stoki wulkanicznego masywu Illimani, ciągnąc się na wysokości 3600-4100 m n.p.m. Miasto słynie z rekordowego położenia oraz placów, na których kwitnie handel. Na Rynku Czarownic można kupić zioła i indiańskie afrodyzjaki, a na Mercado Negro (Czarnym Rynku) – rękodzieło. Plaza Murillo (główny rynek) otaczają rządowe gmachy, a wzdłuż ulicy Sagarnaga ciągną się butiki z pamiątkami dla turystów. Z Parque Laikacota, Mirador Monticulo i z Camacho rozciągają się rozległe widoki na miasto i okolice.

Potosi. Znane jest także jako Cerro Rico (Bogata Góra). Nazwa pochodzi stąd, że w okolicach wydobywano przed wiekami srebro, a gdy szlachetny kruszec wyeksploatowano, odkryto cynę – po dziś dzień jedno z najważniejszych bogactw naturalnych Boliwii. Zabudowa Potosi pochodzi także z czasów kolonialnych, więc nad dachami pałaców i kamienic górują wieże kościołów. Oryginalnym zabytkiem jest natomiast mennica – Casa Real de La Moneda. Ze szczytu wzgórza, na którego stokach rozsiadło się miasto, roztacza się wspaniała panorama, a pod ziemią kryją się sztolnie nieczynnej już, udostępnionej do zwiedzania, kopalni kruszcu.

Przewodniki rozpowszechniają ukutą na potrzeby turystów legendę. Aby bezpiecznie wrócić z głębi góry na powierzchnię, należy podarować bóstwom podziemi... kokainę. I tu kryje się dowód na niezbyt odległy w czasie rodowód tej opowieści. Bo autochtoni podarowaliby swym bóstwom liście cennej koki, a nie odbierający rozum narkotyk. Odwiedzając Potosi, odnotujemy swoisty rekord – to najwyżej położone miasto na świecie, na 4 tys. m n.p.m.

Jezioro Titicaca leży na wysokości 3821 m n.p.m. Jest akwenem żeglownym, dostępnym nawet dla sporych jednostek. To największe wysokogórskie jezioro świata, długie na 250 km i szerokie na 97. Głębokość dochodzi do 170 m. Swoje wody niesie do niego 25 rzek, a ponad powierzchnię wystaje 41 wysepek. Pośród nich jest Isla del Sol (Wyspa Słońca), na której urodziło się Słońce, czyli Inti, biały bóg Viracocha i prarodzice Inków: Manco Capac oraz jego siostra i żona Mama Ocllo. To wciąż otoczone kultem miejscowych plemion miejsce, z zachowanymi zabytkami inkaskiej kultury. Atrakcją dla turystów są rejsy trzcinowymi łodziami o barwnych żaglach. Nad jeziorem leży Guaqui, najsłynniejszy boliwijski kurort.

Tiahuanaco (w języku Keczua; Tiwanaku w języku Ajmara) jest obowiązkowym punktem wycieczki dla zainteresowanych cywilizacją Inków. Miasto zaginionej cywilizacji leży w pobliżu jeziora Titicaca i znalazło się na liście najcenniejszych obiektów światowej kultury UNESCO. Jego ruiny zajmują powierzchnię 3 km2. Są pośród nich świątynie, pałace i samodzielne okazałe obiekty: tajemnicze, kilkunastometrowej wysokości platformy Akapana i Calasasaya, służące być może celom ofiarnym, skonstruowana z andezytowych bloków Brama Słońca ozdobiona fryzem z podobizną Viracochy i monumentalna figuralna stela zwana na cześć odkrywcy monolitem Ponce’a. Budowle budzą podziw dla kunsztu indiańskich budowniczych i wciąż niezaspokojoną ciekawość. Nie wiadomo bowiem nic pewnego ani o powstaniu, ani o upadku ośrodka. Szacuje się, że miasto powstało w VI stuleciu przed Chrystusem, a jego rozkwit przypadł na okres od III do VIII w.

Paweł Wroński, dziennikarz, podróżnik

„Farmacja i Ja" listopad 2011

Komentarze czytelników (0)

Dodaj komentarz

« poprzedni Apteki świata (7 z 49) następny »
« poprzedni Apteki świata (7 z 49) następny »

Mapa farmaceutów

Masz aptekę,
hurtownię leków?
Dodaj swoją llokalizację
na naszej interaktywnej
mapie.

Wyślij e-kartkę...

swojej rodzinie,
znajomym, bliskim
i współpracownikom...
a może nam?

Kalendarz farmaceuty

ważne informacje dla farmaceutów,
kierowników aptek, właścicieli...

Napisz do nas jeśli...

  • chcesz zostać współpracownikiem
    naszego magazynu,
  • masz uwagi jakie zmiany
    wprowadzić,
  • możesz zaproponować
    tematy do kolejnych numerów.
Czekamy na Wasze listy!
1 2 3 4
  • Praca
  • Awanse
  • Ogłoszenia
  1. Awanse farmaceutów
    Wiesz o jakimś awansie, podziel się z nami tą informacją i napisz do nas.
  1. Apteka zatrudni technika i magistra farmacji
    Apteka w Janowie Lubelskim i w Nałęczowie zatrudni magistra farmacji oraz technika farmaceutycznego.CV prosimy...
  2. Apteka w Łęczycach zatrudni Technika Farmacji
  3. Apteka w Katowicach zatrudni Technika Farmacji, Magistra Farmacji
Zobacz wszystkie ogłoszenia
Chcesz zamieścić ogłoszenie - napisz do nas.

Polecane produkty