Ruanda. Tu apteki to wyspy nadziei
Meksyk: Pacjent i farmaceuta w kraju Majów
Meksyk odwiedza rocznie 20 mln turystów. Kuszą ich legendy Azteków, owiane tajemnicą piramidy Majów i uważane za najpiękniejsze na świecie plaże...
Jesienne przeziębienia
Ze statystyk wynika, że corocznie w okresie jesiennym co czwarty Polak łapie przeziębienie
Peru. Apteka 2200 metrów nad poziomem morza
Nocą tego miejsca pilnują psy i solidne zamki, a najcenniejsze rzeczy trzyma się w sejfie. Czy to bank? Nie, to peruwiańska apteka. W dodatku...
W tej części Afryki farmaceuta bywa ważniejszy od miejscowego kapłana. Podpis na recepcie, dostawa towaru na czas czy nawet zwykła rozmowa z pacjentem każdego dnia ratują komuś życie.
Przeciętnemu Europejczykowi Ruanda kojarzy się wyłącznie z wojną domową. Prawie każdy wie, że doszło tu do walk pomiędzy plemionami Tutsi i Hutu. Kto poszuka informacji o ich ojczyźnie w internecie, dowie się wiele o zakończonym konflikcie, dużej liczbie chorych na AIDS, większości populacji żyjącej za mniej niż dolara dziennie.
Prawdziwa Ruanda to miejsce niezwykłe i bezpieczniejsze niż można przeczytać w serwisach turystycznych. To tu kręci się większość filmów przyrodniczych o fascynującym życiu dzikich goryli z lasów deszczowych. To tu na wielu hektarach rozpościerają się malownicze plantacje bananowców i kakaowców. Ruandę nazywa się krainą tysiąca wzgórz, bo w niewielkim państewku faktycznie trudno o kawałek płaskiego terenu.
Stolica, Kigali, która 13 lat temu była scenerią masakry mniejszości etnicznej, zmieniła się nie do poznania. Ruandyjczycy powtarzają z dumą, że mało kto potrafiłby tak szybko jak oni odbudować miasto, zmieniając brzydką mieścinę w jedną z najładniejszych afrykańskich stolic. Dla Europejczyka to piękno jest względne: lśniące wieżowce stoją zaledwie kilka przecznic od brzydkich, zaśmieconych ulic.
Na jednej z nich mieści się państwowa apteka, w której pracuje młody stażysta Jean.
Zakątek rozsądku
Jean Nsanzabaganwa ma 23 lata. Bardzo wysoki, chudy, o hebanowym odcieniu skóry. Urodził się z dala od Kigali i odkąd pamięta, marzył o przyjeździe do stolicy. Chciał zostać lekarzem, jak jego wuj, bo to poważane zajęcie. W rolniczym regionie, z którego pochodzi, są jeszcze ludzie, którzy zamiast do doktora chodzą do miejscowych znachorek. Niekiedy zaufanie do magicznych mocy kończy się tragedią. Zdaniem Jeana, gdyby każdy mógł pójść do przychodni, wzrosłaby znacznie przeciętna długość życia. Dziś statystyczny Ruandyjczyk żyje zaledwie 42 lata.
Jeana nie stać było na studia medyczne, zdecydował się na trzyletnie szkolenie dla farmaceutów. Raz w tygodniu wstaje bardzo wcześnie, by rozwozić po okolicy leki przeciw AIDS. Niektórzy pacjenci nie są w stanie przyjść samodzielnie do apteki, więc przed rozpoczęciem dyżuru Jean jeździ do nich, by realizować recepty.
Jak podaje raport organizacji UNAIDS, w ośmiomilionowej Ruandzie wirusem HIV jest zakażonych około 230 tysięcy obywateli. Być może w żadnym innym zakątku globu praca farmaceutów i lekarzy nie jest tak ważna, jak w tu. Ruanda jako jedyne z państw regionu subsaharyjskiego zdecydowała się na ciągłe zbieranie i analizowanie danych oraz publikowanie - w ramach narodowego programu walki z AIDS - corocznych raportów o postępach w walce z chorobą u dzieci. W żadnym innym afrykańskim kraju z wysokim odsetkiem zachorowań nie ma tak skutecznego programu edukacyjnego - „Raport końcowy za rok 2005 Dzieci i AIDS" przygotowany pod patronatem UNICEF-u informuje, że w Ruandzie 54% chłopców i 51% dziewcząt otrzymuje wyczerpującą wiedzę na temat sposobów zapobiegania AIDS. To bardzo dużo, gdy weźmie się pod uwagę, że wiele z tych dzieci nigdy nie chodziło do szkoły.
W Ruandzie z epidemią walczy właściwie każdy. Większość osób zarażonych wirusem otrzymuje leki, co jak na państwo afrykańskie jest ewenementem. Dzieje się tak dlatego, że na skutek częstych akcji informacyjnych Ruandyjczycy masowo zgłaszają się na badania. Według danych amerykańskiej organizacji Family Health International Rwanda w akcje prozdrowotne zaangażowanych jest ponad 5 tys. wolontariuszy z 37 stowarzyszeń lokalnych oraz kilkunastokrotnie więcej z organizacji międzynarodowych. Tak wiele, ponieważ rząd ruandyjski aktywnie angażuje się w pomoc chorym i ma przejrzyste zasady wydawania międzynarodowych pieniędzy. Tu nie trzeba się obawiać, że transport leków trafi do skorumpowanych wojskowych. Plotka głosi, że prezydent nie pozwala na marnowanie publicznych pieniędzy, bowiem również w jego rodzinie zdarzyła się choroba. Rozmówcy podkreślają, że to plotka. Bez względu na przyczyny, faktem potwierdzanym przez wielu międzynarodowych obserwatorów jest, że Ruanda to pozytywny wyjątek na mapie borykającej się z epidemiami Afryki.
Recepty na nadzieję
Jean prawdopodobnie nigdy nie będzie musiał martwić się o pracę, bowiem mógłby znaleźć zajęcie w każdej z miejscowych aptek, których w Kigali jest kilkanaście. Miejscowych aptekarzy jest wciąż za mało, w kraju działa zaledwie jedna uczelnia szkoląca profesjonalnie farmaceutów, a tylko nielicznych stać na naukę w Europie.
Wiele aptek w Kigali nie należy do miejscowych, tylko międzynarodowych organizacji. - Są tu chyba wszyscy, którzy angażują się w akcje humanitarne, ale to wciąż za mało - mówi amerykańska farmaceutka Felicia Price. - Ja przyjechałam za namową chłopaka na kilka tygodni, by pomóc w dystrybucji leków na AIDS. Zostałam, mieszkam tu już ponad dwa lata. Część rodziny uważa, że oszalałam, ale doskonale wiem, co robię. Przypomniałam sobie, jak ważny jest mój zawód. Miałam szczęście zdobyć wiedzę, która akurat w tym zakątku świata ratuje ludzkie istnienia. Oprócz HIV walczymy z malarią i ślepotą rzeczną. Najważniejsza część pracy to codzienne informowanie pacjentów o przyczynach i skutkach chorób, unikaniu zakażeń, konieczności zgłaszania się do nas lub do lekarza, gdy ktoś z rodziny choruje.
Joel Zive prowadził aptekę w nowojorskim Bronksie, gdy w 2005 r. pierwszy raz pojechał do Ruandy. Jego życie diametralnie zmieniło się w ciągu kilku miesięcy, kiedy to z przeciętnego aptekarza stał się jednym z liderów pomocy Ruandyjczykom. Dziś prowadzi Fundację „Recepta na nadzieję", która zajmuje się dystrybuowaniem leków na HIV. Nawiązuje współpracę z przedstawicielami lokalnych władz, pomaga w budowaniu i wyposażaniu nowych aptek, monitoruje dostawy leków.
- To nie jest łatwa praca - mówi pracownik fundacji, farmaceuta Matt King. - Ludzie potrzebują pomocy, ale nie chcą się do tego przyznać. Szybko się nauczyliśmy, że Ruandyjczycy są zbyt dumni, aby przyjąć wyciągniętą dłoń. Wolą, by pokazać im, jak samodzielnie stanąć na nogi. Czasem pojawiają się przeszkody kulturowe. Jest wiele takich miejsc, w których wyznawane są lokalne kulty i zdarza się, iż miejscowy „doktor" nie chce zachodnich leków, bo wierzy, że śmierć współplemieńca jest nieuniknionym wyrokiem śmierci. Każdy dzień to lekcja o kulturze i mentalności tych niezwykłych ludzi. Uczymy się, jak mediować w warunkach ekstremalnych. Po takim szkoleniu nie sądzę, bym kiedykolwiek narzekał na pracę z pacjentami w USA.
W Kigali przydałoby się więcej miejscowych farmaceutów, którzy lepiej niż przybysze znają ludność i jej mentalność. Na ich wykształcenie trzeba jednak lat, więc na razie Ruanda zdana jest na pomoc przybyszów z Europy i Ameryki. Miejscowi również Polaków określają mianem ludzi z bogatego, mitycznego Zachodu. Mówią, że nie trzeba im pieniędzy, tylko fachowców, którzy poradzą, jak organizować nowoczesny system ochrony zdrowia.
Szklanka wody bez recepty
Dla Jeana praca aptekarza jest wymarzonym zajęciem. On nie ma kłopotu w zrozumieniu motywacji tych, którzy do białych ludzi w fartuchach podchodzą z pewnym dystansem. Wie, że to kwestia religii i kultury. Ruandyjczycy wyznający kult przodków opierają swoją religijność głównie na strachu przed karą za złe uczynki. Chorobę traktują jak napomnienie od duchów, że należy się poprawić, cóż więc może pomóc jakaś śmieszna pigułka? Jednak tacy pacjenci bardzo rzadko pojawiają się w Kigali, problem dotyczy raczej przygranicznych terenów rolnych.
Jean nie obawia się chorób. Podkreśla z dumą, że jest chrześcijaninem, a poza tym farmaceutą, więc potrafi unikać zagrożeń. Największy kłopot w jego życiu zawodowym to pacjenci, którzy nie mają pieniędzy na leki. System państwowej opieki zdrowotnej jest dopiero w budowie i choć coraz sprawniejszy, nie objął jeszcze wszystkich. Wielu obywateli nie ma ubezpieczenia i powinno ponosić pełną odpłatność za lekarstwa, bardzo drogie jak na miejscowe warunki. Zdarza się, że do apteki przychodzi ktoś ciężko chory, a Jean nie może podarować mu leku, choćby chciał. Wypracował własną metodę postępowania - nie odsyłać pacjentów do domu z niczym. Rozdaje adresy lekarzy, którzy pracują bez pobierania opłaty, organizacji rozdających potrzebującym leki za darmo, a także kościołów oraz misji.
- Wolę wysłać człowieka na przykład do pobliskich sióstr, niech mu dadzą chociaż nadzieję, niż powiedzieć, by postarał się o pieniądze. Apteka to ma być miejsce przyjazne, gdzie każdy czuje się bezpiecznie. Chcę pokazać ludziom, że mogą tu liczyć na szklankę wody i poradę, dokąd się udać po pomoc. Żadna apteka nie powinna być tylko sklepem. Gdy nie mam nic innego, pytam pacjentów, jak się czują, z jakiej pochodzą rodziny, gdzie się urodzili, czy to był dobry rok dla ich bliskich. Zainteresowanie i uśmiech nie są na receptę i na pewno dla wszystkich starczy.
Jean nie ma więcej czasu na pogawędki. W Kigali trwa pora deszczowa, w której prawie dwukrotnie wzrasta ryzyko zachorowania na malarię, więc wszyscy farmaceuci mają za mało czasu, rąk i lekarstw. Na szczęście wystarcza uśmiechu.
System państwowej opieki zdrowotnej jest dopiero w budowie i choć jest coraz sprawniejszy, nie objął jeszcze wszystkich. Wielu obywateli Ruandy nie ma ubezpieczenia i ponosi pełną odpłatność za lekarstwa.
Jeśli chcesz pomóc
Osoby pragnące pomóc Ruandyjczykom, mogą skontaktować się m.in. z tymi polskimi organizacjami:
Papieskie Dzieła Misyjne,
- Adres: Skwer Kardynała S. Wyszyńskiego 9, 01-015 Warszawa, tel. 0 22 838 29 44, faks 0 22 838 00 08, e-mail: pdm@missio.org.pl, http://www.missio.org.pl/PDM/missio.html.
- Konto bankowe: PKO BP S.A. I/O Warszawa, 72 1020 1013 0000 0102 0002 7169.
Pallotyński Sekretariat Misyjny Prowincji Chrystusa Króla
- Adres: ul. Skaryszewska 12, skr. 255, 03-802 Warszawa, tel. 0 22 77 15 119, 77 15 129, 818 47 31, e-mail: biuro@sekretariat-misyjny.pl, http://www.sekretariat-misyjny.pl/.
- Konto bankowe: 80 1020 1042 0000 8102 0009 9101.
Sylwia Skorstad
„Farmacja i ja”, styczeń 2008
- Ostatnio dodane
- Najczęściej czytane
-
To szkodliwe rodzić podczas chemioterapii?
Belgijscy badacze wykazali, że dzieci urodzone przez kobiety podczas leczenia farmakologicznego nowotworu nie... - Mięśniak macicy - najczestszy nowotwór narządów płciowych kobiet
- Nowe urządzenie do badania serca
- Od dziś nowe przepisy ustawy
- Które leki ze stratą w 2011?
-
Badanie czytelności ulotek farmaceutycznych
Resort zdrowia określił zasady, na podstawie których będzie można zbadać, czy treść informacji dołączonych do... - Pseudoefedryna – skuteczna, gdy używana z rozwagą
- Katar „zatokowy” czy zapalenie zatok przynosowych?
- Nowa metoda operacji kręgosłupa w Toruniu
- Termometry. Które są najlepsze dla dzieci?
- Praca
- Awanse
- Ogłoszenia
-
Awanse farmaceutów
Wiesz o jakimś awansie, podziel się z nami tą informacją i napisz do nas.
-
Apteka w Łęczycach zatrudni Technika Farmacji
84-218 łęczyce, ul. Długa 15b woj. pomorskie, pow. Wejherowo proszę o kontakt tel. 606367725 godziny otwarcia:... - Apteka w Katowicach zatrudni Technika Farmacji, Magistra Farmacji
- Apteka M&M w Radziejowie (woj.kujawsko-pomorskie) pilnie zatrudni kierownika apteki
Chcesz zamieścić ogłoszenie - napisz do nas.




