Rozmowa z Agatą Młynarską
Australia. Tam, gdzie diabeł tasmański mówi dobranoc
Tasmańska natura to swoisty zielnik, z którego bogato czerpią poszukiwacze nowych leków. Podczas gdy w laboratoriach trwają badania, farmaceuci z...
Jesienne przeziębienia
Ze statystyk wynika, że corocznie w okresie jesiennym co czwarty Polak łapie przeziębienie
Rozmowa z Kacprem Kuszewskim
Ciepły, uśmiechnięty, zawsze pełen pomysłów. Od pierwszej chwili Kacper Kuszewski zaraża energią. Jak sam mówi, już dawno pojął o co chodzi w...
Czy można być jednocześnie dobrą matką i spełnioną zawodowo kobietą, jak wychowywać dzieci, by były mądre i szczęśliwe, jakie momenty w życiu swojej rodziny uważa za najtrudniejsze - opowiada znana dziennikarka i prezenterka telewizyjna Agata Młynarska.
Farmacja i ja: Ile lat mają Pani synowie, Stanisław i Tadeusz? I co robią?
Agata Młynarska: Staś ma 24 lata i kończy studia na Wydziale Psychologii i Stosunków Międzykulturowych SWPS. Tadeusz ma 21 lat. Studiuje w Warszawskiej Szkole Filmowej. Zawsze, gdy go zabierałam na plan do telewizji, mówił, że chce być operatorem kamery numer 3. Do dziś nie wiem, dlaczego akurat tej. Chłopcy nie mieszkają już ze mną. Uważałam, że bardzo ważnym etapem w procesie wychowywania jest oderwanie dzieci od maminej spódnicy. Nasze rozstanie było dla mnie bardzo trudne. Zostałam sama w zupełnie pustym domu w Zalesiu, który zbudowałam z myślą o nich. Myślałam, że serce mi pęknie, ale rozum nakazywał mi działać mądrze i dać im samodzielność. Wynajęłam zatem nasz dom, chłopcy zamieszkali z kolegami w Warszawie, a ja wróciłam na mój ukochany Mokotów. Być może do Zalesia wrócę, gdy już będę babcią!
Mają do Pani zaufanie, radzą się w życiowych sprawach?
Zawsze mieliśmy - i ja, i oni - ogromny szacunek dla swoich wyborów. Nie tolerowaliśmy niektórych, wkurzaliśmy się na siebie, ale przestrzegaliśmy swojej niezależności. Bardzo starałam się, aby nie zawieść ich zaufania. Dużo wiem o moich synach, ale nie chcę wiedzieć wszystkiego. Uważam, że rodzice nie powinni się tego domagać! Umawiamy się na niedzielne obiady, wypady do kina. Bardzo się przyjaźnimy. Ale nie zawsze było nam łatwo. Bywaliśmy w trudnych sytuacjach. Kiedy po 17 latach pracy musiałam odejść z Programu 2 TVP, który był niemal moim drugim domem , zdołowana przyznałam się chłopakom, że nie wiem, co dalej robić. I wtedy Staś powiedział: „Mamo, jesteś fantastyczna! Zawsze sobie poradzisz! Poszukaj sobie innej pracy. To dla ciebie okazja, żeby coś w życiu zmienić!". Tak bardzo mi wtedy pomógł! Było to tym cenniejsze, że chłopcy zawsze surowo oceniali moje zawodowe dokonania.
Wyrośli na mądrych i szczęśliwych...
Na pewno mądrych. Ale mądrością jeszcze bardzo zieloną... A szczęśliwych? Każdy z nich ma wielką życiową pasję. Zawsze wiedziałam, że to coś bardzo ważnego. Mają też wspólną pasję: wspinanie się po skałach. Dzięki wspinaczce nauczyli się odpowiedzialności - za siebie i innych.
Czy wychowywanie synów nie kolidowało z Pani pracą zawodową?
Rozwiedliśmy się z mężem w trudnym dla dzieci okresie - jeden syn miał 10 lat, drugi 7. Na szczęście zawsze ściśle współpracowałam z ich ojcem, jeśli chodzi o wychowywanie dzieci. Chłopcy mają wielkie oparcie w jego rodzinie. Miałam też dwie oddane opiekunki, które z nami mieszkały i zajmowały się chłopcami. Byłam spokojna, że mają troskliwą opiekę. Jeżdżąc często po Polsce, kierowałam wszystkim przez telefon. Zawsze jednak starałam się znaleźć czas, żeby z nimi pobyć. Wiedziałam, że gdy nie będę tego pilnować, zaczną się problemy.
Miała Pani wyrzuty sumienia?
Nieustające. Czytam teraz wspomnienia wybitnej dziennikarki amerykańskiej Barbary Walters i ona mówi to samo. Twierdzi, że jeśli ktoś mówi, że można mieć udane życie rodzinne i zawodowe, to jest to nieprawda! Mężczyźnie niejako z urzędu przysługuje prawo do bycia w pracy. Natomiast kobieta z niewiadomych powodów musi mieć poczucie winy, że pracuje! I tego nie mogłam przez długi czas przeskoczyć. Uważam jednak, że poczucie winy łączy się z poczuciem niskiej wartości, więc trzeba się z tego leczyć jak z ciężkiej grypy.
Dzieci towarzyszyły Pani w pracy?
Sporadycznie. Staś bardzo tego nie lubił. Tadzio lubił, bo połknął bakcyla operatorskiego, ale tylko do pewnego stopnia. Właściwie chłopcy byli wychowywani poza planem telewizyjnym. Nigdy ich np. nie korciło, aby występować w telewizji. Ja też ich nigdy do tego nie namawiałam. Bardzo starałam się tego pilnować, bo sama byłam dzieckiem wychowywanym w teatrze. I do dzisiaj pamiętam, jak siedziałam przykucnięta za fortepianem na scenie festiwalowej w Sopocie albo Opolu, czekając na występ taty czy mamy. Teraz fajnie się o tym opowiada, ale dla dziecka było to trudne. Chłopcy cenią sobie anonimowość i prywatność, a ja to bardzo szanuję. Na swój sukces chcą zapracować sami.
Co było najtrudniejsze w wychowywaniu synów?
To, żeby uważnie wysłuchać i przyjąć do wiadomości to, co oni mówią. Ja, ciągle w biegu, często to bagatelizowałam. Zdarzało mi się też nie dotrzymywać umów. Teraz wiem, że powinno się traktować dziecko o wiele bardziej serio niż własnego szefa! To jest najczęstszy błąd rodziców: oczekują od dzieci wdzięczności i adoracji. Ja na przykład zawsze przyznawałam się dzieciom do winy, gdy nawaliłam. A widzę, że rodzice niezwykle rzadko to robią, bo boją się o swój autorytet. Nie mają racji! Zawsze też instynktownie czułam, że najważniejsza jest szczera rozmowa. Nasze były czasem bardzo konfrontacyjne. Nierzadko kończyły się łzami. Staś był otwarty na dialog. Tadzio mniej. Potrafił zamknąć się w sobie. I wtedy powolutku przełamywałam ten opór. Trwało to czasem bardzo długo. Jedną scenę z naszego życia zapamiętałam jako bardzo ważną lekcję. Gdy mieszkaliśmy w Zalesiu, zawsze odbierałam ich po szkole. Często zdarzało mi się długo rozmawiać o sprawach służbowych przez telefon. Któregoś dnia, gdy staliśmy na światłach, Staś ostentacyjnie wysiadł z auta. „Nie interesuje mnie taka jazda - powiedział. - Jedź sobie sama. Wszyscy ci w pracy włażą na głowę! Nie masz do siebie żadnego szacunku!". Byłam wstrząśnięta. Zabolało, ale trudno było nie przyznać mu racji. Długo ich przepraszałam. I odtąd bardzo się pilnowałam, żeby nie rozmawiać przy synach na służbowe tematy.
Synowie lubili chodzić do szkoły?
Staś - tak, Tadzio - mniej. Dlatego byłam otwarta na możliwość zmiany szkół w trakcie roku szkolnego. W wychowywaniu warto czasem kierować się przede wszystkim racjami dziecka, nie rodziców. Radość życia ma ogromne znaczenie!
Rozmawiała: Barbara Staśko
Agata Młynarska - Dziennikarka i prezenterka telewizyjna. Do 2006 r. związana z TVP2, obecnie w Polsacie i TV4. Za pomoc dzieciom z domów dziecka oraz udział w akcjach charytatywnych uhonorowana Orderem Uśmiechu. Córka piosenkarza i autora tekstów, Wojciecha Młynarskiego.
„Farmacja i ja”, wrzesień 2009
- Ostatnio dodane
- Najczęściej czytane
-
Kawa jednak na zdrowie
Picie do czterech filiżanek kawy dziennie poprawi zdrowie i zapobiegnie wielu chorobom - wynika z amerykańskich... - Polska nisko w rankingu usług medycznych
- Nieubezpieczony odpowie za nienależne świadczenie
- Leczenie farmakologiczne i alternatywne ChAD
- Poradnik do diety bezglutenowej
-
Badanie czytelności ulotek farmaceutycznych
Resort zdrowia określił zasady, na podstawie których będzie można zbadać, czy treść informacji dołączonych do... - Nowa metoda operacji kręgosłupa w Toruniu
- Pseudoefedryna – skuteczna, gdy używana z rozwagą
- Katar „zatokowy” czy zapalenie zatok przynosowych?
- Termometry. Które są najlepsze dla dzieci?
- Praca
- Awanse
- Ogłoszenia
-
Awanse farmaceutów
Wiesz o jakimś awansie, podziel się z nami tą informacją i napisz do nas.
-
Apteka zatrudni technika i magistra farmacji
Apteka w Janowie Lubelskim i w Nałęczowie zatrudni magistra farmacji oraz technika farmaceutycznego.CV prosimy... - Apteka w Łęczycach zatrudni Technika Farmacji
- Apteka w Katowicach zatrudni Technika Farmacji, Magistra Farmacji
Chcesz zamieścić ogłoszenie - napisz do nas.




