Rozmowa z Agnieszką Kiela-Pałys
Rozmowa z Małgorzatą Kalicińską
Książki Małgorzaty Kalicińskiej o domu nad rozlewiskiem stały się bestsellerami. Jak wynika z licznych wpisów internetowych, dla bardzo wielu...
Naświetlanie w Skandynawii
Czy wiesz, że w krajach skandynawskich w okresie zimowym jest zalecane korzystanie z solariów? Ma to zapobiegać objawom depresji wynikających z braku światła dziennego.
Portugalia: ogniwo w systemie służby zdrowia
W jednym z najpiękniejszych krajów Europy apteki stanowią dziś istotne ogniwo w systemie służby zdrowia. Warto je poznać, bo Portugalia to nie...
Kto by pomyślał, że ulubionym zajęciem tej drobnej blondynki o ujmującym uśmiechu jest zdobywanie najwyższych gór świata. A jednak! Agnieszka Kiela-Pałys miała pod stopami Kilimandżaro, Mont Blanc, Aconcaguę, Elbrus, McKinley i Mount Everest. Wkrótce przyjdzie kolej na następne szczyty.
Farmacja i Ja: Czy wyprawy na kraj świata to marzenie małej dziewczynki, czy też pomysł narodził się w głowie już dorosłej Agnieszki?
Agnieszka Kiela-Pałys: Moja przygoda z górami nie zaczęła się nagle. Najpierw mój tata zabierał nas na rodzinne wyjazdy w Beskid Śląski, do Wisły, później poznawałam Tatry. Ale tak naprawdę poważniejsze chodzenie po górach zaczęło się na studiach. Byłam na wymianie studenckiej w Stanach Zjednoczonych. Tam masywy mają już zupełnie inną skalę - 3-4 tysiące metrów. Tak się zaczęło. Później wyjechaliśmy ze znajomymi do Nepalu. W zasadzie to tam narodził się pomysł zdobycia Korony Ziemi.
Od pomysłu „zdobądźmy Koronę Ziemi" do jego realizacji jest bardzo długa droga. Jak to się stało, że udaje się Pani realizować marzenia?
Kiedy rozpoczęłam pierwszą pracę i miałam już własne fundusze, zaczęłam sporo podróżować - w miejsca, o których kiedyś słyszałam i koniecznie chciałam je zobaczyć. Przy okazji nauczyłam się, jak przygotowuje się takie wyjazdy od strony organizacyjnej. Wyzwaniem było jednak wejście na wysokie szczyty. Dlatego z grupą znajomych ustaliliśmy, że najpierw trzeba zdobywać niższe wierzchołki. Postanowiliśmy, że będziemy to robić etapami, powoli. Aby zdobyć dodatkową wiedzę z zakresu asekuracji, czy w ogóle poruszania się po górach, zapisałam się także na kurs skałkowy. Ale moje marzenia nadal były odległe. Oczywiście zakładałam, że kiedyś wejdę na Everest, ale wciąż było to dla mnie coś abstrakcyjnego. Potrzebowałam kilku lat, żeby pojechać w różne miejsca i nabrać doświadczenia, pewności siebie. Wyprawy stawały się też coraz bardziej wymagające, więc trzeba było zacząć kompletować profesjonalny ekwipunek. I tak krok po kroku coraz bardziej zbliżaliśmy się do naszego głównego celu - wejścia na Everest.
Jak się zdobywa tak wielką górę?
Przede wszystkim bardzo długo - około dwóch miesięcy. Do pewnej wysokości, mniej więcej do 7 tysięcy metrów, ciało jakoś funkcjonuje. Ale 8 tysięcy metrów to już wysokość, z którą organizm nie jest w stanie poradzić sobie bez specjalnego przygotowania, dlatego szczytu nie zdobywa się od razu. Przez długi czas mieszka się w bazie i to z niej wyrusza się co kilka dni coraz wyżej i wyżej. Wtedy organizm przygotowuje się do zmian wysokości, np. produkuje więcej czerwonych krwinek, dzięki czemu staje się bardziej wydolny. Bez takiej aklimatyzacji mogłoby dojść do choroby wysokościowej. Właściwie każdy przechodzi trudne momenty, kiedy ciało próbuje przystosować się do zmiany ciśnienia i braku tlenu. Niektórzy uczestnicy wypraw mieli zawroty głowy, inni problemy z oddychaniem, kaszel. Dla mnie najgorszy był uniemożliwiający funkcjonowanie ból głowy. Ktoś, kto go nie przeżył, nie potrafi go sobie nawet wyobrazić.
A jednak to, co najbardziej przeraża większość laików, to nie zmaganie z własnym ciałem, lecz czyhające na himalaistów niebezpieczeństwa.
Na szczęście swoją pasję dzielę z mężem, to wiele ułatwia. Oboje godzimy się na pewien poziom ryzyka i staramy się go nie przekraczać. A niebezpieczeństwo zawsze istnieje, jednak im bardziej jest się doświadczonym, tym lepiej potrafi się je minimalizować. Najtrudniejszy i najbardziej niebezpieczny jest atak szczytowy. Wyrusza się w nocy, żeby dotrzeć w miarę wcześnie, gdy pogoda jest najlepsza, i mieć jeszcze dużo czasu na zejście w dół. Chociaż schodzi się szybciej niż wchodzi, wszyscy są już bardzo zmęczeni po wspinaczce i wtedy łatwiej o jakiś błąd. A on może drogo kosztować.
Jak żyje się na wysokościach?
To biwakowanie w dość ekstremalnych warunkach. Na szczęście sprzęt jest coraz lepszy. Mamy ubrania z oddychających i nieprzewiewnych materiałów, doskonale chroniące przed zimnem i wilgocią buty, specjalnie pakowane, takie trochę „kosmiczne" jedzenie. Jest jednocześnie zamrażane i suszone, dopiero po włożeniu do garnka i zalaniu wodą (ze śniegu) przybiera kształt. To pożywne posiłki, chociaż niezbyt smaczne. Najtrudniejsze jest mycie. Zwykle odbywa się za pomocą chusteczek turystycznych.
Dlaczego Pani się wspina?
Bo kiedy spogląda się na góry, wszelkie niedogodności przestają się liczyć. Problemy sprowadzają się tylko do tych podstawowych - jaka będzie pogoda, jak bezpiecznie zaplanować kolejny etap wspinaczki, co zjeść. Tam, na górze okazuje się, że wszystko, co tutaj wydaje mi się ważne i zaprząta moją uwagę, nie ma najmniejszego znaczenia. Liczy się tylko tu i teraz. Wszystko inne jest odległe. Nigdzie nie da się tak wypocząć psychicznie jak podczas takiej wyprawy. Ogromnie ważne są również głębokie, wypróbowane przyjaźnie z ludźmi z całego świata. Gdy od kogoś zależy twoje życie, bo asekuruje cię na linie, nie prowadzisz z nim później zdawkowych rozmów o niczym, rozmawiasz raczej o sprawach naprawdę ważnych.
To wszystko brzmi bardzo romantycznie. Jak zatem taki wolny duch jak Pani funkcjonuje na co dzień w korporacyjnych strukturach?
Na szczęście moi szefowie są bardzo wyrozumiali (śmiech). Kiedy kilkanaście miesięcy temu rozpoczynałam pracę w dużej firmie, od razu uprzedziłam ich o moich planach. Zaakceptowali je, a kiedy przyszedł czas wyjazdu i oznajmiłam, że właśnie jadę na Everest, zgodnie z obietnicą dali mi wolne. Oczywiście, czasem tęsknię za górami, ale żeby wyjechać, muszę przecież mieć pieniądze. Między wyprawami staram się normalnie żyć, ale nie tracić przy tym czasu - biegam, przygotowuję się kondycyjnie na basenie i w siłowni. Wykonuję ćwiczenia wzmacniające, poprawiam wytrzymałość.
Rozmawiała Maja Denisiuk
Agnieszka Kiela-Pałys – podróżniczka, absolwentka anglistyki i podyplomowych studiów MBA. Na co dzień pracuje w dziale HR firmy branży IT. 23 maja jako czwarta Polka w historii zdobyła Mount Everest (8850 m n.p.m.). Więcej o jej wyprawach można przeczytać na stronie: www.7summits.pl.
„Farmacja i Ja”, wrzesień 2008
- Ostatnio dodane
- Najczęściej czytane
-
To szkodliwe rodzić podczas chemioterapii?
Belgijscy badacze wykazali, że dzieci urodzone przez kobiety podczas leczenia farmakologicznego nowotworu nie... - Mięśniak macicy - najczestszy nowotwór narządów płciowych kobiet
- Nowe urządzenie do badania serca
- Od dziś nowe przepisy ustawy
- Które leki ze stratą w 2011?
-
Badanie czytelności ulotek farmaceutycznych
Resort zdrowia określił zasady, na podstawie których będzie można zbadać, czy treść informacji dołączonych do... - Pseudoefedryna – skuteczna, gdy używana z rozwagą
- Katar „zatokowy” czy zapalenie zatok przynosowych?
- Nowa metoda operacji kręgosłupa w Toruniu
- Termometry. Które są najlepsze dla dzieci?
- Praca
- Awanse
- Ogłoszenia
-
Awanse farmaceutów
Wiesz o jakimś awansie, podziel się z nami tą informacją i napisz do nas.
-
Apteka w Łęczycach zatrudni Technika Farmacji
84-218 łęczyce, ul. Długa 15b woj. pomorskie, pow. Wejherowo proszę o kontakt tel. 606367725 godziny otwarcia:... - Apteka w Katowicach zatrudni Technika Farmacji, Magistra Farmacji
- Apteka M&M w Radziejowie (woj.kujawsko-pomorskie) pilnie zatrudni kierownika apteki
Chcesz zamieścić ogłoszenie - napisz do nas.




