Rozmowa z Ewą Bem
English in a pill – Angielski w pigułce, Lesson 23
FIRST AID First aid - immediate help, the care given before emergency medical help arrives - can literally mean the difference between life and...
Naświetlanie w Skandynawii
Czy wiesz, że w krajach skandynawskich w okresie zimowym jest zalecane korzystanie z solariów? Ma to zapobiegać objawom depresji wynikających z braku światła dziennego.
Angielski w pigułce - English in a pill. Cancer
1.Mr. Burret: Good morning, have you got anything for laryngitis? (coughing)Pharmacist: Oh, that cough of yours sounds pretty nasty, how long have...
Jest nie tylko cenioną wokalistką, ale też ogromnie lubianym człowiekiem. Zjednuje wszystkich życzliwością i ujmującym uśmiechem. Wielka dama jazzu, a jednocześnie ciepła, bezpretensjonalna kobieta.
Farmacja i Ja: Powiedziała Pani kiedyś, że świat nie znosi puszystych, jest dla nich podły i okrutny. Nadal Pani tak uważa?
Ewa Bem: Tak, jak najbardziej! Świat nie lubi odstępstw od narzuconej przez siebie normy. Kocha tych, których sam sobie wykreował, nie znosi ludzi innych. I to innych pod każdym względem - sposobu myślenia, osobowości, wyglądu. Tacy ludzie traktowani są albo z przymrużeniem oka, albo ze złośliwością. Nikt nie dba o osoby puszyste! Cały czas towarzyszy nam atmosfera zakazów i nakazów. Jakby tego było mało, kobiecie puszystej trudno się dobrze ubrać. A przecież nieprawdą jest, że osoba z nadwagą musi się ubierać byle jak! Potrzebna nam jest piękna bielizna, kolorowe suknie, modne, ale i wygodne buty - bo „puszyste" nogi mają specjalne wymagania - i tak dalej. Handlowcy powinni mieć to na uwadze. Bo my nie jesteśmy jakąś tam mniejszością. Odwrotnie - stanowimy większość, przynajmniej polskiego społeczeństwa. A jesteśmy niemile traktowani. To przykre.
W jednym z wywiadów żaliła się Pani, że kobieta na diecie więdnie. A jednak na początku 2001 roku przeprowadziła Pani bardzo drastyczną kurację odchudzającą.
To nie było moje pierwsze odchudzanie. Przedtem dwukrotnie, nie licząc młodzieńczych prób, stosowałam ostrą dietę. Pierwszy raz - przed zajściem w ciążę. Mieszkałam wtedy dość długo w Norwegii. Spokój tego kraju i regularny tryb życia sprzyjał odchudzaniu. I dzięki tym norweskim rybom, ciszy pięknych fiordów udało mi się doprowadzić do bardzo dużego spadku wagi. Ale podczas ciąży mój organizm wszystko to sobie zrefundował z naddatkiem. Potem była jeszcze jedna dieta. No i ta trzecia, chyba najgorsza. Czym się kierowałam? Po prostu mocno się wkurzyłam. Podczas wizyty w gabinecie lekarskim moja, ukochana zresztą, pani doktor powiedziała: „No tak, ja wiem, że w pani wieku schudnięcie jest trudne, a nawet niemożliwe". Tak mnie to zdenerwowało, że postanowiłam udowodnić, że się myli. I udało się. Początki były dramatyczne. Do tej pory nie wiem, skąd wzięłam na to siłę. W tej chwili takiej siły nie mam, więc nie podejmuję kolejnej próby... Do odchudzania się potrzebna jest niesamowita mobilizacja - psychiczna i fizyczna. To był codzienny mozół, a wszystko i tak zależy od naszego umysłu.
Zanim pojawiły się pierwsze efekty, minęło dobrych parę miesięcy. Ale potem już wszystko płynęło jak rwąca rzeka. Doszło nawet do tego, że zaczęłam się tym wszystkim bawić - cieszyło mnie, że tak absolutnie panuję nad moim organizmem! To było oczywiście bardzo, bardzo niemądre. W jedzeniu ograniczyłam się tylko do kilku składników - wody mineralnej, jabłek, jogurtu naturalnego i chleba chrupkiego. To były 3 lata bez obiadów, bez odrobiny czegoś słodkiego, bez żadnej używki, bez lampki wina czy filiżanki kawy. Ale w pewnym momencie człowiek nie uważa tego za mękę. Jedzenie przestaje po prostu być ważne.
A rodzina, wspierała Panią?
Nie szukałam u nikogo wsparcia. Siłę trzeba znaleźć tylko w sobie, inaczej takiej wojny nie da się wygrać. Ja wygrałam, ale niestety efekty tej wygranej nie są dane raz na zawsze.
Jest Pani skowronkiem i wstaje o świcie...
O 6 rano. Czasami nawet wcześniej, gdy trzeba. Ale za to około godziny 21-22 już odpływam, zasypiam na stojąco. Taki mam zegar biologiczny. Kłopot pojawia się, gdy mam koncert. Choć przeważnie rozpoczynają się one o godzinie 20, zdarzają się sytuacje, gdy trzeba zaśpiewać i o 22. Wtedy już miesiąc wcześniej martwię się, jak to zrobić. Na szczęście śpiewanie bardzo podnosi mi poziom adrenaliny. Najważniejsze staje się to, żeby jakoś dojść do sceny, a potem jest już z górki. Jestem natomiast absolutnie nieprzydatna pod względem towarzyskim. Nie ma mowy, żebym poszła na jakieś wieczorne przyjęcie. Nawet gdyby mi obiecywali złote góry.
A co robi Pani o tej 6 rano?
Bardzo sobie chwalę ten cichy czas, kiedy wszyscy śpią. Tylko mój ukochany pies Foks schodzi ze mną z sypialni na dół. Nikt do mnie jeszcze nie ma żadnej sprawy. Jeszcze nie padają żadne pytania w rodzaju „gdzie moja koszula?". Jestem sama ze sobą. Prawdziwie wolny człowiek.
Ludzie wyobrażają sobie, że tak znana artystka w domu nic nie robi, tylko leży i pachnie. Jak jest naprawdę?
Mieszkam z rodziną w dużym domu pod Warszawą. Pomaga mi pani do sprzątania. Ale wszystkie inne rzeczy robię sama. Na przykład - zakupy. Uwielbiam bazarki. Niestety zazwyczaj jestem tam szybko rozpoznawana. Przeważnie jest bardzo miło, ale czasem nie mogę skończyć kupowania, bo co rusz mnie ktoś zaczepia. Muszę z ludźmi pogadać, pouśmiechać się do nich.
A zakupy robi Pani jakieś specjalne? Co się jada w Pani domu?
Wszyscy kochamy nabiał, jemy też dużo owoców i jarzyn, ale najbardziej lubimy ryby i krewetki. I mięso z indyka. Staramy się nie jeść tego, co jest niezdrowe. Choć czy teraz wiadomo, co jest właściwie zdrowe?!
A jak Pani dba o siebie? Jakieś wyjazdy do spa?
Nie! Byłam parę razy, ale to nie na mój temperament. Nuży mnie takie polegiwanie i snucie się leniwie. Mam natomiast zaprzyjaźnioną kosmetyczkę, którą odwiedzam raz na 3-4 tygodnie i manikiurzystkę, która zajmuje się moimi paznokciami. I jeszcze doskonałego fryzjera. To codzienność. Poza tym w spa nie umiałabym się zrelaksować, uwolnić od myśli i problemów.
To jak się Pani odpręża?
Spaceruję z psami. Ale tak naprawdę to jestem ciągle zajęta. Moim wielkim marzeniem jest to, że kiedyś będę mogła spać tak długo, jak zechcę... Teraz to niemożliwe. Chociaż paradoksalnie, w moim zawodzie śpiewa się w sumie niewiele. Głównie się jeździ, przebiera i godzinami czeka na występ. Podróżowanie. Nienawidzę go.
Naprawdę? Myślałam, że podróże cudownie człowieka odprężają.
To przekleństwo mojego zawodu. Może dlatego tak sądzę, że objechałam już niemal cały świat. Bardzo rzadko jest tak, żeby można było sobie pozwolić na obejrzenie jakichś atrakcji turystycznych. Dowożą człowieka na koncert, potem garderoba, występ, powrót do hotelu. Przez cały czas muszę się pilnować, żeby dobrze wyglądać. Czasem lecę samolotem wiele godzin. Koncertowałam już i za kołem podbiegunowym, i w Tasmanii, i na Kubie. To naprawdę dalekie podróże. Zupełnie czyś innym jest podróż prywatna. Trzy razy pozwoliłam sobie na ten luksus. Byliśmy całą rodziną w Disneylandzie pod Paryżem. Tak się tam zrelaksowałam, że sama zgłosiłam się do konkursu tańca brzucha. I nawet zdobyłam 2. miejsce!
Jest Pani nie tylko powszechnie ceniona, ale i powszechnie lubiana. Nie widać żadnego kontrastu między oficjalnym wizerunkiem a rzeczywistością. Jaki jest Pani sekret?
Uwielbiam ludzi. Moim zdaniem każdy człowiek ma w sobie coś niezwykłego, coś absolutnie niepowtarzalnego. Jednocześnie nie znoszę, gdy ktoś udaje kogoś innego. To jest takie tandetne! Jeśli ktoś chce być artystą, musi być sobą - i to do szpiku kości. Bo widzowie natychmiast wychwycą każdy fałsz. Poza tym, moim zdaniem, nie można poświęcać życia prywatnego dla kariery. Dla mnie zawsze najważniejsza była rodzina, mój mąż, dzieci, ich zdrowie i szczęście.
Pamiętam również, że kiedy miałam kilkanaście lat i zaczynałam publicznie śpiewać, moja mama uczyła mnie, jak robić dobry makijaż. I powtarzała: „Pamiętaj, na koniec zawsze uśmiechnij się do lustra. Nic tak nie dodaje urody!". Uśmiech to jest rzeczywiście magiczna sprawa... Zawsze powtarzam to moim córkom.
Rozmawiała: Barbara Staśko
Ewa Bem Jej lekko zachrypnięty głos znają wszyscy. Często nazywana jest pierwszą damą polskiego jazzu. Jej piosenki zachwycają nas od ponad 35 lat. Ma własny, niepowtarzalny styl i rytm. Takie przeboje, jak „Żyj kolorowo” lub „Wyszłam za mąż, zaraz wracam” śpiewała cała Polska. Ewa Bem nagrała kilkanaście płyt. Jej ostatni krążek „Kakadu”, z listopada 2007 r., do którego sama napisała teksty, ma już status złotej płyty. Artystka znana jest także poza granicami kraju, objechała z koncertami niemal cały świat.
„Farmacja i Ja”, październik 2008
- Ostatnio dodane
- Najczęściej czytane
-
To szkodliwe rodzić podczas chemioterapii?
Belgijscy badacze wykazali, że dzieci urodzone przez kobiety podczas leczenia farmakologicznego nowotworu nie... - Mięśniak macicy - najczestszy nowotwór narządów płciowych kobiet
- Nowe urządzenie do badania serca
- Od dziś nowe przepisy ustawy
- Które leki ze stratą w 2011?
-
Badanie czytelności ulotek farmaceutycznych
Resort zdrowia określił zasady, na podstawie których będzie można zbadać, czy treść informacji dołączonych do... - Pseudoefedryna – skuteczna, gdy używana z rozwagą
- Katar „zatokowy” czy zapalenie zatok przynosowych?
- Nowa metoda operacji kręgosłupa w Toruniu
- Termometry. Które są najlepsze dla dzieci?
- Praca
- Awanse
- Ogłoszenia
-
Awanse farmaceutów
Wiesz o jakimś awansie, podziel się z nami tą informacją i napisz do nas.
-
Apteka w Łęczycach zatrudni Technika Farmacji
84-218 łęczyce, ul. Długa 15b woj. pomorskie, pow. Wejherowo proszę o kontakt tel. 606367725 godziny otwarcia:... - Apteka w Katowicach zatrudni Technika Farmacji, Magistra Farmacji
- Apteka M&M w Radziejowie (woj.kujawsko-pomorskie) pilnie zatrudni kierownika apteki
Chcesz zamieścić ogłoszenie - napisz do nas.




