Serwis farmaceutyczny
szukaj w farmacjaija.pl


Wśród nas

Rozmowa z Przemysławem Saletą

- 2009-11-30

English in a pill – Angielski w pigułce, Lesson 8

What Is Organic Food Exactly? If you are concerned about the scary stories that always seem to be in the news regarding the quality of our food...

Naświetlanie w Skandynawii

Czy wiesz, że w krajach skandynawskich w okresie zimowym jest zalecane korzystanie z solariów? Ma to zapobiegać objawom depresji wynikających z braku światła dziennego.

Grecja. Apteki w rytmie Zorby

Grecja – kraj bajecznych wysp i... tysięcy aptek. Tylko w Salonikach funkcjonuje tyle aptek, co w całej Austrii. Dlaczego? Przepisy prawne...

Kiedy Przemysław Saleta ogłaszał, że wycofuje się z telewizyjnego show „Gwiazdy tańczą na lodzie", tylko nieliczni wiedzieli, że zamierza oddać nerkę starszej córce Nicole. Operacja przeprowadzona 5 grudnia powiodła się, ale wszyscy przeżyliśmy chwile grozy, gdy dwa dni później boksera umieszczono na oddziale intensywnej opieki medycznej. Dzisiaj zarówno ojciec, jak i córka czują się dobrze.

Farmacja i ja: Panie Przemku, jak pan się czuje?

Przemysław Saleta: Dobrze na szczęście, jeśli pyta pani o zdrowie fizyczne. Nie rozumiem tylko, dlaczego nagle zrobił się wokół sprawy taki szum. Nie jest to przecież jakieś wielkie wydarzenie. Z jedną nerką żyje się normalnie i nie ma co dramatyzować.

Zgadzam się, ale Pana oświadczenie zrobiło wielkie wrażenie na ludziach. Kiedy popularny ojciec oddaje dziecku nerkę, robi się zamieszanie w mediach.

Tego i tak by się nie ukryło, więc zgodziłem się mówić o przeszczepie w kontekście promocji transplantologii. O osobistych uczuciach opowiadał nie będę.

Najważniejsze, że robi Pan wiele nie tylko dla własnego dziecka, ale też innych chorych.

Zacząłem zdawać sobie spraw z wagi problemu, kiedy Niki zachorowała, ale nadal nie pojmuję pewnych mechanizmów - jak można na przykład zdecydować, że po śmierci nie odda się narządu potrzebującemu. Rozmawiam o tym ze znajomymi i każdy deklaruje, że tak właśnie by zrobił. Jednak po śmierci człowieka to jego rodzina podejmuje decyzję, bo rzadko kto nosi przy sobie oświadczenie. Najczęściej towarzyszy temu ogromy stres. Ludzie boją się już samej sekcji, nie mówiąc o pobieraniu narządów. Uważają to za grzech, bezczeszczenie zwłok. A przecież to wielki dar i dobry uczynek, jak podkreślał nasz papież. Dlatego tak wielka jest w tej sprawie rola Kościoła i mediów.

Dlatego bierze Pan udział w konferencjach dotyczących transplantologii, działa Pan w radzie fundacji transplantologii, spotyka się z lekarzami i kardynałem?

Uważam, że trzeba jak najszybciej skończyć z atmosferą strachu, która od jakiegoś czasu panuje w naszym kraju. Chorzy boją się, że lekarz ich uśmierci, by pobrać narząd, lekarze obawiają się fałszywych oskarżeń o łapówki. Zrobiło się bardzo nieprzyjemnie. Wystarczyło kilka nieodpowiednich materiałów w telewizji i w prasie, konferencja prasowa byłego ministra sprawiedliwości i ludzie zaczęli się bać. W konsekwencji liczba przeszczepów dramatycznie spadła.

Przemawia przez Pana racjonalizm czy emocje?

Rzecz dotyczy mojej córki, więc trudno, żebym wyłączył emocje. Niki była zgłoszona do przeszczepu w grudniu 2006 r., w styczniu wybuchła afera z pewnym lekarzem i sprawy zwolniły tempo. Nie twierdzę, że nikt nigdy narządu nie kupił. Może i tak było. Jednak prawda jest taka, że dobór organu to skomplikowana sprawa, zależna od wielu osób. Tu nikt samodzielnie nie podejmuje decyzji, a na liście biorców nie decyduje numerek, tylko zgodność wskaźników medycznych dawcy i biorcy. Prawdopodobieństwo, że te wszystkie badania i opinie lekarzy można kupić za pieniądze jest równe zeru. A za fałszywe opinie płacą chorzy. Dwa lata temu były dobre czasy w polskiej transplantologii. Zrobiono około 1500 przeszczepów, co odpowiadało pięćdziesięciu procentom potrzeb. Teraz może będzie wszystkiego 900.

Wini Pan za to kogoś?

Poprzedni rząd wykazał się nieodpowiedzialnością, bo wytworzył atmosferę strachu. Ale winiłem też za to siebie, bo nie chodziłem na wybory. Dlatego postanowiłem zrobić coś konkretnego i promować ideę transplantologii. Przeszczepy nerek są tańsze niż dializy, chorzy rzadziej po niech umierają, nie mówiąc już o komforcie życia. Wszystko przemawia za taką metodą leczenia, a szczególnie przeszczepami rodzinnymi. Poza tym warto uświadamiać ludziom, że choć dziś jakiś problem ich nie dotyczy, już jutro może być inaczej. Nika, jej mama i ja jesteśmy tego najlepszym przykładem. Nigdy nie wiadomo, co może się stać. A na jakiej podstawie chcemy oczekiwać pomocy od innych, jeśli sami nie jesteśmy na nią gotowi?

Pan jest.

Wie pani, jak skomentował to mój znajomy, kiedy dowiedział się o sprawie? Z zazdrością w głosie powiedział, że jestem wielkim szczęściarzem, bo mogę pomóc własnemu dziecku. On niestety nie może. I tak należy na to patrzeć. Czuję radość, a nie stres. Założenie, że moja druga nerka przestanie działać, nie ma sensu. Przecież każdego dnia mogę wpaść pod ciężarówkę. Takie sprawy nie zależą już od nas.

Jak się czuje Pana córka?

Jest bardzo dzielna. Długo szukano u niej przyczyny uszkodzenia nerek. Z badań wyszło dziwne zaburzenie białkowe, po angielsku LCDD. Trzeba było sprawdzić, czy choroba nie zaatakuje przeszczepionej nerki. Wyniki badań wysłano do Londynu i Stanów, więc przeszczep odsunął się w czasie. Akceptacja przyszła w grudniu tamtego roku. Nika przez cały czas dializuje się trzy razy w tygodniu.

Co dalej? Wróci pan do sportu?

Wyczynowego na pewno nie, bo ostatecznie się z nim pożegnałem. Ale trzy tygodnie po operacji będę mógł sprawnie się ruszać. Trzy miesiące później planuję wrócić do formy. I chcę pojeździć na łyżwach.

Nie zraził się Pan? Bokser na lodzie nie wygląda zgrabnie i powabnie.

Dlatego zgodziłem się wziąć udział w programie. Nie ma chyba sportu bardziej oddalonego od walki niż jazda figurowa na lodzie. To był dowód, że schodzę z pierwszej linii frontu. Poza tym było to spore wyzwanie. Miałem wcześniej propozycję udziału w „Tańcu z gwiazdami", ale uznałem, że taniec to zbyt poważna sprawa i nie zgodziłem się. Tu miałem okazję trochę się powygłupiać. Nigdy wcześniej nie jeździłem na łyżwach. W tamtym roku wstyd mi nawet było, kiedy młodsza córka Nadia prosiła, żebym poszedł z nią na lodowisko.

Teraz może Pan iść.

Mogę, choć dobrze wiem, jak jeżdżę. Nie mam z tym jednak problemu. Nie zakładam, że we wszystkim muszę być najlepszy. Mam do siebie duży dystans.

To było widać, szczególnie kiedy Pana występy komentowała Doda. Zawsze jest pan taki spokojny?

Ciężko mnie wyprowadzić z równowagi. Mój ojciec jest uosobieniem spokoju, a ja najwidoczniej odziedziczyłem tę cechę. Sport również zrobił swoje. W życiu tak jak w ringu - nerwowość sprawia, że człowiek ryzykuje, że się odsłoni. Nie ma sensu się wściekać i tracić czas na rzeczy, na które i tak nie mas się wpływu.

A przy czym warto się upierać?

Są oczywiście takie dziedziny. I ludzie najbliżsi sercu. Wychodzę jednak z założenia, że nie wolno robić czegoś wbrew sobie. Dlatego nie można mnie zmusić do rzeczy, do której nie mam przekonania, bez względu na finanse. Mogę robić to, co jest mi obojętne, a najlepiej to, na czym mi zależy. Mam osobistą satysfakcję, że podejmuję się działań, na które mam ochotę i które sprawiają mi przyjemność.

Egoizm?

Cecha charakteru po prostu. Tak było, jest i będzie. Staram się tłumaczyć moim najbliższym, że to nie złośliwość. Ja po prostu na każdy przymus automatycznie mówię „nie". Można mnie przekonać tylko argumentami. Nicole ma to po mnie.

Ta cecha nie przeszkadzała Panu w sporcie? Przecież zawodnik musi podporządkować się trenerowi.

Nie powiedziałem przecież, że jestem uparty i głupi. Zdaje sobie sprawę, że są ludzie mądrzejsi, bardziej doświadczeni i trzeba mieć do nich zaufanie, żeby móc się podporządkować. Miałem to szczęście, że trafiałam na mądrych trenerów. Najstarszy z nich, Angelo Dundee, który trenował jeszcze Muhammada Ali czy Raya „Sugar" Leonarda, nakierował mnie, nauczył sztuki kompromisu i tego, że dobry zawodnik musi mieć przekonanie do tego, co robi. Dzięki niemu nauczyłem się szeregowania spraw. Kiedy miałem problemy w życiu prywatnym, kazał mi je najpierw załatwić, abym miał na treningach spokojną głowę.

Co teraz jest najważniejsze?

Nika oczywiście.

Rozmawiała Anna Niewiadomska

(Ze względów osobistych - zabieg transplantacji nerki - rozmowa nie została autoryzowana.)

Przemysław Saleta. Ma trzydzieści dziewięć lat i choć oficjalnie pożegnał się z boksem, każdy dzień zaczyna od treningu – dla własnej przyjemności. Oprócz tego robił i robi wiele innych rzeczy: prowadził restaurację, klub sportowy, miesięcznik dla mężczyzn, pracuje w telewizji, reklamuje motory, tańczy na lodzie. Spełnia w ten sposób swoje marzenia. A wszystko to ze spokojem i humorem.

„Farmacja i ja”, styczeń 2008

Komentarze czytelników (0)

Dodaj komentarz

« poprzedni Wśród nas (83 z 118) następny »
« poprzedni Wśród nas (83 z 118) następny »

Mapa farmaceutów

Masz aptekę,
hurtownię leków?
Dodaj swoją llokalizację
na naszej interaktywnej
mapie.

Wyślij e-kartkę...

swojej rodzinie,
znajomym, bliskim
i współpracownikom...
a może nam?

Kalendarz farmaceuty

ważne informacje dla farmaceutów,
kierowników aptek, właścicieli...

Napisz do nas jeśli...

  • chcesz zostać współpracownikiem
    naszego magazynu,
  • masz uwagi jakie zmiany
    wprowadzić,
  • możesz zaproponować
    tematy do kolejnych numerów.
Czekamy na Wasze listy!
1 2 3 4
  • Praca
  • Awanse
  • Ogłoszenia
  1. Awanse farmaceutów
    Wiesz o jakimś awansie, podziel się z nami tą informacją i napisz do nas.
  1. Apteka w Łęczycach zatrudni Technika Farmacji
    84-218 łęczyce, ul. Długa 15b woj. pomorskie, pow. Wejherowo proszę o kontakt tel. 606367725 godziny otwarcia:...
  2. Apteka w Katowicach zatrudni Technika Farmacji, Magistra Farmacji
  3. Apteka M&M w Radziejowie (woj.kujawsko-pomorskie) pilnie zatrudni kierownika apteki
Zobacz wszystkie ogłoszenia
Chcesz zamieścić ogłoszenie - napisz do nas.

Polecane produkty