Najważniejsza jest profilaktyka
Rozwiąż swój problem
Ból głowy, gdy dokucza zbyt często, wymaga medycznej diagnozy. Po pierwsze, trzeba sprawdzić, czy nie jest on objawem jakiejś choroby somatycznej....
Jesienne przeziębienia
Ze statystyk wynika, że corocznie w okresie jesiennym co czwarty Polak łapie przeziębienie
Głowa do góry
Powinniśmy pielęgnować w sobie świadomość ustawienia naszego ciała. Często musimy przyjmować pozycje niosące zagrożenie dla kręgosłupa, np. podczas...
Rozmowa z dr Anną Kuną z Kliniki Chorób Tropikalnych i Pasożytniczych GUMED w Gdyni
Urlopy najczęściej spędzamy w Egipcie, Turcji, Tunezji. Czy wykupienie wczasów all inclusive chroni nas przed chorobami tropikalnymi?
Pobyt w dobrym hotelu zmniejsza ryzyko zachorowania w trakcie urlopu lub przywleczenia choroby do Polski, ale nie rozwiązuje problemu. Przecież zwykle chcemy jak najwięcej zobaczyć i zwiedzić. Zawsze więc możemy „złapać” biegunkę podróżnych lub zostać oparzonym przez meduzę lub zranionym przez koralowca. Dlatego wyjazd nawet w najbardziej komfortowe warunki nie może nas zwolnić z czujności. Sporo turystów hospitalizowanych w naszym Instytucie w Gdyni to ludzie po urlopie w Egipcie, spędzonym w bardzo dobrych warunkach, którzy skusili się na napoje z kostkami lodu. Pili je nie gdzie indziej, tylko na brzegu hotelowego basenu. A przecież wiadomo, że jeśli chcemy mieć lód do drinków, należy zrobić go samemu. Jest to o tyle niekłopotliwe, że w dobrych hotelach są w pokojach lodówki. Podobny problem mają turyści wracający z Indii – z durem brzusznym lub wirusowym zapaleniem wątroby typu A. Ich z kolei kuszą smakołyki sprzedawane na ulicznych straganach. I tu też zasada bezpieczeństwa jest prosta: jeżeli potrawy są smażone w głębokim tłuszczu lub gotowane – powinny być raczej nieszkodliwe. Dodatek surowych składników, np. majonezu, świeżych warzyw lub owoców – obniża już pułap bezpieczeństwa.
Pracownicy biur podróży raczej nie są skłonni do udzielania takich informacji…
Przecież nie mogą straszyć, bo straciliby klientów! Jednak nie musimy bać się podróżowania. Przy zachowaniu pewnej dozy ostrożności nic złego nie powinno nam się przydarzyć. Z drugiej strony warto pytać, tak na wszelki wypadek, bo biura podróży mają obowiązek informowania o zagrożeniach, jakie można napotkać w turystycznych miejscach.
Jak trafić do lekarza, który udzieli wskazówek, o co powinniśmy zadbać przed wyjazdem?
Poradnie medycyny podróży znajdują się w wielu większych miastach. Można też udać się do lekarza chorób zakaźnych. Leki przeciwmalaryczne wypisze także internista i lekarz rodzinny – część tych specyfików jest zarejestrowana w Polsce i dostępna w aptekach. Każdy lekarz po skończeniu studiów medycznych powinien mieć do tego wystarczającą wiedzę. Poza tym ma też dostęp do serwisów, z których korzystamy i my w Instytucie – chodzi głównie o serwisy: www.cdc.gov – dotyczący chorób zakaźnych oraz www.who.int – oficjalny serwis Światowej Organizacji Zdrowia. Wystarczy mieć kom puter z dostępem do Internetu i znać język angielski.
Patrząc na listę szczepień zalecanych, wyraźnie widać, że bardziej powinniśmy obawiać się żółtaczki lub duru brzusznego niż egzotycznej wirusowej gorączki.
Rzeczywiście tak jest. Łatwiej zarazić się żółtaczką pokarmową, niż przywlec do Polski malarię. Każdego roku choruje w Polsce na malarię kilkadziesiąt osób. Jeżeli zaś chodzi o wirusową gorączkę denga, to nawet nie mamy danych na ten temat. Dopiero od niedawna mamy w instytucie możliwość wykonywania testów wykrywających tę chorobę.
Denga występuje dość często. Europejczycy chorują na nią jak na grypę i mogą nawet niewiedzieć, jaką chorobę przebyli. Jednak rzeczywiście znacznie bardziej powszechne jest wirusowe zapalenie wątroby typu A. Na świecie zapada na nią rocznie być może nawet 50 mln ludzi. Warto się przed tą chorobą zabezpieczyć, bo w najlepszym wypadku może nam zepsuć urlop, często zaś daje liczne powikłania. W ostatnim czasie notuje się wzrastającą liczbę zachorowań na WZW typu A wśród turystów wracających z Egiptu. Zabezpiecza przed nią szczepionka, wystarczy przyjąć dwie dawki w odstępie minimum 6 miesięcy, by zyskać odporność na całe życie.
Obowiązkowe jest teraz tylko szczepienie przeciw żółtej febrze przy wjeździe do niektórych krajów strefy tropikalnej. Co mają zrobić osoby, które zaszczepić się nie mogą?
Szczepienia obowiązują wszystkich, między 9. miesiącem a 65. rokiem życia. Brak stosownego wpisu w żółtej książeczce oznacza, że najprawdopodobniej nie zostaniemy wpuszczeni do kraju, w którym to szczepienie jest aktualnie obowiązkowe. Wyjątki robione są dla kobiet w ciąży, osób uczulonych na składniki szczepionki lub w trakcie immunosupresji. W takim wypadku należy mieć ze sobą zaświadczenie o przeciwwskazaniach, najlepiej po angielsku i francusku. To po winno wystarczyć, by przekroczyć granicę. Mówię „powinno”, bo czasem bywa z tym różnie.
Najczęściej jednak „łapiemy” biegunkę podróżnych. Co zrobić, gdy zaczynamy chorować, a nie mamy możliwości, by szybko trafić do lekarza?
W większości przypadków jest to choroba łagodna, spowodowana zarażeniem E. coli i zwykle wystarcza leczenie objawowe. A środki przeciwko niej powinniśmy mieć w swojej apteczce podróżnej. Są to leki przeciwbiegunkowe i rozkurczowe – przeciw bólom brzucha oraz popularne środki zapobiegające odwodnieniu. Natomiast zupełnie nieskuteczny jest w leczeniu biegunki alkohol. Wiem, że zmartwię wielu turystów, ale w ten sposob nie da się obronić. Alkohol jest wchłaniany już w żołądku, natomiast to, co dzieje się w czasie biegunki, dotyczy dalszych części przewodu pokarmowego. Nie zaleca się też przyjmowania zapobiegawczo antybiotyków, z wyjątkiem szczególnych sytuacji życiowych lub zdrowotnych, np. gdy mamy zaburzenia odporności z powodu choroby.
A jeśli pokłują nas komary? Jakie jest prawdopodobieństwo, że mogą nas czymś zarazić, np. malarią?
Ryzyko wzrasta, jeżeli znajdujemy się w strefie endemicznej malarii, zwłaszcza w miejscu, gdzie są zbiorniki wody stojącej lub duże wysypiska śmieci. Mówię tu nie o ryzyku dotyczącym tylko turystów, ale też
osób wyjeżdżających w te rejony do pracy. Dlatego istotne jest, aby znać sytuację zdrowotną w kraju, do którego jedziemy. Jeżeli np. w zachodniej Turcji zauważymy u siebie ślad po ukłuciu komara, to raczej nie musimy obawiać się malarii, natomiast jeśli będziemy w Kenii na safari, w rejonie o dużej transmisji malarii, powinniśmy zwrócić uwagę na ewentualne objawy.
Choroby tropikalne często mają objawy typowe również dla innych dolegliwości. Jak długo złe samopoczucie po urlopie można łączyć z wyjazdem?
To zależy, o jakich objawach mówimy. Jedną z najgroźniejszych chorób tropikalnych jest malaria, która zabija do 3 mln ludzi rocznie. W literaturze medycznej nie określa się czasu, po jakim możemy być pewni, że nie jesteśmy chorzy. Praktyka pokazuje, że malaria może ujawnić się nawet po latach. Ostatnio mieliśmy pacjenta, który przebywał jakiś czas temu w rejonie występowania Plasmodium vivax, czyli pierwotniaka wywołującego malarię. Był leczony w Polsce w szpitalu i po półtora roku doznał nawrotu. Dlatego każdy objaw chorobowy lekarz powinien rozpatrzyć także pod kątem naszego pobytu w tropikach – nie zapominajmy powiedzieć mu, że niedawno spędziliśmy tam urlop. Gdy cierpimy na jakąś chorobę przewlekłą, jej objawy dobrze znamy i one nas nie niepokoją. Natomiast jeżeli pojawiają się nowe objawy, które nie występowały do tej pory, powinny one nas zaalarmować. Trudno określić, po jakim czasie możemy czuć się bezpieczni. Zasada jest prosta, im dalej od powrotu z podróży, a my w dalszym ciągu czujemy się dobrze, tym mniejsze jest prawdopodobieństwo, że przywlekliśmy jakąś chorobę do Polski.
Może więc powinniśmy zawsze poddawać się badaniom po powrocie do domu…
Jeśli nam nic nie dolega, nie ma takiej potrzeby. Profilaktyczne badania mają sens w przypadku osób, które długo pracują w tropikach. Chciałabym też podkreślić, że świadomość profilaktyki chorób tropikalnych jest u nas coraz większa. Wciąż martwi nas natomiast to, że współczynnik śmiertelności z powodu malarii jest w Polsce znacznie wyższy niż w innych krajach europejskich. Dowodzi to, że choroba ta jest wciąż rozpoznawana zbyt późno. Dlatego, jeżeli mamy objawy rzekomo grypowe, czyli np. ból głowy, bóle kostno-stawowe, łamanie w kościach, objawy żołądkowe, a kolejne leki nie dają efektu, nie zapominajmy powiedzieć lekarzowi, że byliśmy w rejonie, gdzie występuje malaria. Zwłaszcza że atakuje ona podstępnie, mówimy o niej, że jest najlepszą aktorką wśród chorób, bo może przebiegać w różny sposób, udając nawet kolkę nerkową.
„Farmacja i Ja”, czerwiec 2010
- Ostatnio dodane
- Najczęściej czytane
-
Kawa jednak na zdrowie
Picie do czterech filiżanek kawy dziennie poprawi zdrowie i zapobiegnie wielu chorobom - wynika z amerykańskich... - Polska nisko w rankingu usług medycznych
- Nieubezpieczony odpowie za nienależne świadczenie
- Leczenie farmakologiczne i alternatywne ChAD
- Poradnik do diety bezglutenowej
-
Badanie czytelności ulotek farmaceutycznych
Resort zdrowia określił zasady, na podstawie których będzie można zbadać, czy treść informacji dołączonych do... - Nowa metoda operacji kręgosłupa w Toruniu
- Pseudoefedryna – skuteczna, gdy używana z rozwagą
- Katar „zatokowy” czy zapalenie zatok przynosowych?
- Termometry. Które są najlepsze dla dzieci?
- Praca
- Awanse
- Ogłoszenia
-
Awanse farmaceutów
Wiesz o jakimś awansie, podziel się z nami tą informacją i napisz do nas.
-
Apteka zatrudni technika i magistra farmacji
Apteka w Janowie Lubelskim i w Nałęczowie zatrudni magistra farmacji oraz technika farmaceutycznego.CV prosimy... - Apteka w Łęczycach zatrudni Technika Farmacji
- Apteka w Katowicach zatrudni Technika Farmacji, Magistra Farmacji
Chcesz zamieścić ogłoszenie - napisz do nas.




